piątek, 14 grudnia 2012

Kapuśniaczki

Dzisiaj już troszkę wigilijnie. Jakiś czas temu zachciało mi się kapuśniaczków. Takich, jakie jadłam w Krakowie:D Gdzieś zakupione w przypadkowej piekarni. Były mięciutkie i miały dużo farszu. Naszukałam się przepisu na takie kapuśniaczki długo. W końcu: sukces. Znalazłam i to tak blisko jak tylko można. W książce s. Anastazji:) Po swojemu pozmieniałam co nieco. I wyszły. Tak dobre, tak dużo że udało mi się obdzielić rodzinę:D Większość z domowników do dziś wspomina smak owych wypieków.
Nie przedłużając przejdźmy do przepisu. Oto i on

Składniki:

Nadzienie:
  • 0,5 kg kapusty kiszonej
  • kilka grzybków suszonych(wcześniej namoczonych przez noc)
  • cebulka, oliwa/olej
  • sól, pieprz, liść laurowy, kminek, ziele angielskie
Ciasto:
  • 0,5 kg mąki
  • 15 dag margaryny
  • paczka drożdży suszonych(5 dag świeżych)
  • 2 jajka
  • 2 żółtka
  • 1/2 szklanki śmietany
  • troszkę mleka
  • cukier, sól
Ciasto: Drożdże rozrobić w odrobinie mleka i łyżce cukru, tak aby składniki się połączyły. Odstawić żeby drożdże zaczęły pracować.(ok 5 minut). Mąkę, sól, margarynę, jajka, żółtka, śmietanę i wyrośnięte drożdże dokładnie połączyć(ja robiłam to mikserem z końcówkami do ciasta drożdżowego). Zarabiamy ciasto szybko rękoma i odstawiamy na ok 40 minut do wyrośnięcia w ciepłe miejsce.

Nadzienie: Kapustę wkładamy do garnka, dodajemy grzybki razem z wodą, w której się moczyły. Hmmmm(ja dzień wcześniej gotowałam zupę grzybową i mi tej zupy zostało, więc kapustę ugotowałam na owej zupie...smak nieziemski:D) Dodajemy listek laurowy, ziele angielskie(najlepiej zmielone bo nie będziemy potem łowić ziarenek w farszu), kminek-również mielony. Gotujemy ok 30-40 minut, tak żeby kapusta była miękka ale nie rozgotowana. Odcedzamy i czekamy, żeby lekko ostygła. W tym czasie kroimy cebulkę w kosteczkę i smażymy na złoto na oleju. Kroimy kapustkę, jak najdrobniej. Łączymy z cebulką. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Wyrośnięte ciasto wykładamy na blat. Dzielimy na pół. Z każdej połówki wałkujemy prostokąt dość gruby. Na brzegu tego prostokąta układamy farsz. Ja dość sporo. Zawijamy ciasto raz. Odcinamy rulonik z farszem. Kroimy na mniejsze kawałki. Odkładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia(sklejeniem do dołu). Zabieramy się za następny rulonik. I tak dopóki ciasta starczy. Kapuśniaczki smarujemy roztrzepanym jajkiem. Pieczemy 30-40 minut zależnie od piekarnika. Ja miałam temperaturę 200 stopni i tylko dolną grzałkę. Piekłam je 35 minut.
Potem tylko trzeba je wyciągnąć. Poczekać chwilunię(nie za długo...i tak się nie wytrzyma) i zajadać. Najlepsze z barszczykiem.

sobota, 8 grudnia 2012

Krokiety warzywne

Któregoś pięknego piątku zabrakło pomysłów na obiad. W głowie świtało coś niecoś na temat naleśników. Na słodko odpada, bo mało kto u nas w domu zjada naleśniki na słodko na obiad. Wtem przypomniałam sobie o naleśnikowych pysznościach, które jadłam sobie będąc w najbardziej przyjaznym domu na świecie(nie wliczając mojego własnego). Jako pomyślałam tak i zabrałam się do roboty. W oryginale było mięsko... ale mięsko siłą rzeczy wykluczyłam ze składników. Zastąpiłam je szpinakiem ;] I wyszło niebo w gębie. Dobre przyprawy. Delikatny naleśnik. Chrupiąca panierka. I voila. Obiad gotowy. Smakował wszystkim. Zdecydowanie do powtórki.
Oto i przepis.
Składniki:
Naleśniki:
  • 0,5 litra mleka
  • 2 jajka
  • 2 szkl mąki
  • szczypta soli
  • łyżeczka cukru
  • panierka: jajko, bułka tarta, mleko
Nadzienie:
  • 2 marchewki
  • 2 pietruszki
  • pół selera
  • cebula
  • pół paczki szpinaku mrożonego
  • sól, pieprz, czosnek-2 ząbki, majeranek, imbir, curry, kminek i ziele angielskie mielone, 
Ciasto na naleśniki: Mieszamy wszystkie składniki na jednolitą masę. Można dosypać mąki albo dolać mleka zależnie od potrzeb. Smażymy naleśniki na rozgrzanej patelni. Odkładamy przykryte w ciepłym miejscu,
Farsz: Warzywa gotujemy.(Ja po prostu używam tych z zupy, albo z rosołu. Gotuję sobie wcześniej wywar warzywny i na nim robię zupkę a warzywa do naleśników). Cebule pokroić w kostkę. Zesmażyć na oliwie. Dodać szpinak. Pod przykryciem dusić tak długo, aby szpinak się "rozpuścił". Dodać pokrojone w kostkę warzywa. Chwilę przesmażyć. Dodać przyprawy wg smaku. Następnie wszystko zblendować/zmiksować tak aby powstała w miarę jednolita masa.
Każdy naleśnik smarujemy farszem i zwijamy jak krokiety; można posypać serem żółtym.
Każdego krokieta obtaczamy w bułce, dalej w jajku roztrzepanym z odrobiną mleka i znowu w bułce. Smażyć na rozgrzanym oleju na złoto. I smacznego.





Ja podawałam z domowym sosem pesto(taki papryczkowy).

czwartek, 6 grudnia 2012

Chleb babci Kasi:)

Tak, babci Kasi. Na szczęście to tylko nazwa chlebka. Jak tylko znalazłam ten przepis stwierdziłam: muszę go zrobić. No i zrobiłam:) Wyszedł idealny. Najlepszy jaki kiedykolwiek upiekłam. Prościutki. Szybciutki(w miarę jak na chleb na zakwasie). Pachnący. Z chrupiącą skórką i miękkim wnętrzem. Zdjęcia z pierwszego wypieku. Drugi zdecydowanie lepszy ale zdjęć zrobić nie zdążyłam. Zajadany z domowym smalczykiem  smakuje każdemu.
Dodam jeszcze że ten pierwszy wypiekł był w piekarniku ok 20 minut za krótko więc w środki był bardziej miękki  niż powinien być, ale był jadalny. Zapewniam. :D
Oto i przepis:

Składniki:
  • 40 dag mąki pszennej
  • 20 dag maki żytniej pełnoziarnistej
  • pół paczki drożdży suszonych
  • 300 g zakwasu
  • łyżka cukru
  • łyżka soli
  • łyżka octu
  • dwie niepełne szklanki wody(ciepłej)
Mąki wymieszać z solą, wodę połączyć z drożdżami i cukrem. Wodę odstawić na 10 minut aby drożdże zaczęły pracować. Połowę mąki, wodę i zaczyn wymieszać dokładnie Odstawić na pół godziny. Po tym czasie dołożyć resztę składników. Wyrobić dokładnie ciasto. Ew podsypując mąką. Ciasto włożyć do miseczki. Przykryć ściereczką. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę. Można dłużej ale max 2 godziny. Włożyć do foremki wyłożonej papierem i pozwolić jeszcze chwilę w ciepełku podrosnąć(ja zostawiam na 10-15 minut). Następnie piec w piekarniki nagrzanym do 200 stopni(ja mam tylko z dolną grzałką) na ok 1h 20 minut. Pozostawić do wystygnięcia- koniecznie. Po ok 1,5 h stygnięcia i nadszarpniętej cierpliwości można zajadać.


Zimowo

Pierwszy śnieg... Nowy telefon... Efekt ponizej



Nie lubię zimy. Nie lubię mrozów. Nie lubię palenia w piecu, bo nie mam kominka. Nie lubię błota, które zostaje po topniejącym śniegu. Nie lubię mokrych rękawiczek od rzucania się śnieżkami. Nie lubię mokrych spodni od chodzenia po zaspach.
Ale pierwszy, grudniowy śnieg, zaraz przed Mikołajkami, przed świętami; ten puchowy, delikatny, jak kołderka wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Otula świat jak magiczna kołderka. Wszystko nagle wygląda jak z bajki. Spacerując czułam się jak w piosence "Walking in the winter Wonderland". Ta piosenka siedziała mi na ustach cały dzień. Nie mogłam się od niej odgonić ani siłą ani perswazją. Nastroiła mnie świątecznie. Tak bardzo, że zaczęłam produkcję świątecznych kartek.
Pierwszy śnieg od razu kojarzy mi się z wszystkimi cudownymi baśniami, typu Królowa śniegu. Ale też z "Gnijącą panną młodą" Burtona, Lśnieniem Kinga, i tymi wszystkimi cudownymi, zimowymi legendami. Jest tajemniczo, świątecznie, idealnie.
Szkoda, że cza mija po jednym dniu. Ale cóż. W mojej głowie magia trwa......

piątek, 30 listopada 2012

Pierniczki 2012

Okres pierniczkowy się zaczął na dobre. Mam za sobą produkcję już dwóch porcji. Każda pachnąca, aromatyczna, świątecznie smakowita. Polecam gorąco pierniczki każdemu. Są przepisy proste, szybkie i są też takie bardziej wymagające. Ja jak zwykle idę po najmniejszej linii oporu z pierniczkami. Ma być dobre i szybkie. I takie właśnie są moje pierniczkowe serduszka. Zrobione w 5 minut, pieczone w 15. Wyglądają uroczo, pachną obłędnie, smakują bardzo:)
Oto i przepis.
Składniki:
  • 12 dag margaryny
  • 12 dag cukru
  • szczypta soli
  • esencja waniliowa
  • 18 dag mąki razowej
  • 1 łyżka kakao
  • 1 łyżeczka imbiru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • szczypta kardamonu
  • trochę mleka
 Margarynę, cukier, sól i wanilię utrzeć. Ciągle ucierając dodać mąkę wymieszaną z kakao i przyprawami. W razie potrzeby dolewać po troszku mleka. Gdyby było ciasto zbyt suche. Wyrób ciasto chwilę rękoma. Przełóż na blat. Rozwałkuj. Wykrawaj ciasteczka, ja robiłam serduszka. Piecz 15 minut w 190 stopniach.
Poczekaj aż ostygną, przełóż na talerzyk i zajadaj. Najlepsze popijane mlekiem ew kakaem:) Mniam.

The Rum Diary

Wczoraj obejrzałam film i stwierdziłam, że może sobie o nim napiszę. A co! Dziennik zakrapiany rumem to pozycja, jak dla mnie obowiązkowa, jeśli jesteś fanem Johny Depp'a. Ja go uwielbiam. Każda jego rola jest fenomenalna. Uwielbiam. Długo zwlekałam z obejrzeniem Rum Diary. Dłuuugo. Aż w końcu wczorajszego wieczora obejrzałam;] I się mi spodobało.
Nie zamierzam tu opowiadać historii. Zaskoczona byłam, gdy okazało się na końcu filmu, że jest on oparty na prawdziwych faktach, i że istnieje książka. Po książkę na pewno będę chciała sięgnąć. A co do filmu.... było śmiesznie. To na pewno. Ale było też coś głębszego. Ciężko mi określić dokładnie o co chodziło w filmie. Na początku miałam wrażenie, że jest bardzo chaotyczny i nie bardzo rozumiałam o co chodzi. Ale im dalej w las.... No i na koniec film zostawił mnie z moimi własnymi myślami. Nad światem, człowiekiem, życiem. Może nie każdy się takich myśli dopatrzy w filmie, może dla niektórych to prosta historia zapijaczonego dziennikarza. Nie dla mnie. Dla mnie były to dwie godziny z genialnym aktorem, cytatami zmuszającymi do myślenia, dobrą muzyką, świetnym humorem. Tak, zdecydowanie polecam Rum Diary.
Ale proszę pamiętać: I love Johny Depp:)
Kilka cytatów z filmu:)
  • Oscar Wilde once said, "Nowadays, people know the price of everything, and the value of nothing." 
[Kemp stops to stare at a tank full of lobsters]
Paul Kemp: [quietly] That explains it... doesn't it?
Sala: Explains what?
Paul Kemp: The world... and us.
[he stares deep into the eyes of one particular lobster]
Paul Kemp: [voiceover] I wonder what it is you might think about our different worlds. He looked at me kinda sideways and said, "Human beings are the only creatures on Earth who claim a God, and the only living thing that behaves like it hasn't got one. Does the world belong to no one but you?" And when he said it, I was taken aback. Not because of who was doing the talking. Because I finally understood the connection between children scavenging for food, and shiny brass plates on the front doors of banks.  


And a song:)
http://www.youtube.com/watch?v=WVlZmP_NRVw

Ciasteczka owsiane

Hmm dość dawno mnie tu nie było, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak dawno:) Powracam jednak, przepisów troszkę jest, więc z całą pewnością będą się pojawiać, aczkolwiek jak często, nie wiem; u mnie tak to już bywa, że jest czas kiedy mam chęci i motywacje, żeby coś robić, a za chwilę potrzebuję przerwy, bo się "zużyłam":) Wracam teraz z energią, pozytywnym nastawieniem i weną do pisania.
Zaczynam od ciasteczek owsianych. Bo są pyszne, proste, szybkie, smakują każdemu, są pożywne, idealne do kawy, herbaty albo same. Najlepiej smakują w zestawie z książką. Co do książki dowolność wskazana.
Oto i przepis.:
Składniki:
  • 1 jajko
  • 0,5 szklanki cukru
  • 0,5 szklanki mąki
  • 2 szklanki otrąb
  • rodzynki-garść posiekana
  • ja do swoich dodałam jeszcze daktyle posiekane, można tez wrzucić czekoladę posiekaną bądź co tam kto lubi, byle nie było tego więcej niż garść
Jajko łączymy dokładnie z cukrem. Ucieramy znaczy się ręcznie, dodajemy roztopioną ostudzoną margarynę.(Ja żeby było szybciej rozpuszczam ją w mikrofali, ok pół minuty a potem reszta sama się roztopi, a temperatura bedzie idealna). Mieszamy
Dodajemy mąkę, mieszamy. Następnie płatki i ew dodatki. Dokładnie mieszamy.
Na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę wykładamy porcje ciasta, ok 1 łyżki. Specjalnie się z tym nie bawiłam, ciasteczka chciałam artystyczne, czyli w nieładzie, każde inne, takie dla mnie są najsmaczniejsze. 
Pieczemy 25 minut w 200 stopniach.
Smacznego!

sobota, 27 października 2012

Kotleciki ziemniaczane

Wczoraj serwowałam na obiad zielone kotleciki.

Od rana biedziłam się nad tym, co by tu zrobić na obiad. Lodówka pusta, pomysłów brak, produktów minimum. Wygrzebałam gdzieś z zamrażarki szpinak. Jakkolwiek dużo go nie było, postanowiłam więc zrobić z niego sos. Teraz powstał problem: co do tego sosu? Jednym z nielicznych produktów, których miałam pod dostatkiem były ziemniaki. Więc je ugotowałam. A potem zrobiłam z nich kotleciki. I wiecie co? Mniam. W końcu wyszły dobre. Bo z kotlecikami to u mnie różnie bywało. W czasach mieszkania w Krakowie robiłam je dość często. I wychodziły. Ale w domu nigdy:] A tu wczoraj: niespodzianka. Wyszły rumiane, chrupiące, złociste, w środku pysznie mięciutkie. Polane sosem szpinakowym wyglądały uroczo, a smakowały jeszcze lepiej. Proste i przyjemne danie dla urozmaicenia całotygodniowej diety.
Składniki(15 kotlecików):
  • 2 kg ziemniaków
  • 2 jajka
  • 3-4 łyżki mąki
  • 1 duża cebula
  • sól, pieprz, majeranek, curry, 
  • sos: 2 łyżki masła, 2 łyżki mąki, 2 szklanki mleka, 3 kostki mrożonego szpinaku, sól, pieprz, gałka
  • bułka tarta, olej do smażenia
Ziemniaki obieramy, gotujemy w osolonej wodzie do miękkości, studzimy i przeciskamy przez praskę. Dodajemy jajka, mąkę, cebulkę(wcześniej pokrojoną w kostkę i zrumienioną na masełku) oraz przyprawy. Pamiętajmy, że nie dajemy za dużo mąki. 3 łyżki to taka optymalna ilość. Przy większej ilości mąki kotleciki będą klejące i gumiaste. Oczywiście jeśli trzeba to dosypujemy mąki, ale nie za dużo. Mieszamy dokładnie. Łyżką nabieramy masę i wrzucamy do bułki tartej, Obtaczamy dokładnie w bułce i formujemy kotleciki. Smażymy na rozgrzanym oleju(dość sporo tego oleju), na średnim ogniu. Gdy zrumienią się od spodu przewracamy na drugą stronę i smażymy jeszcze chwilę.
Podajemy polane sosem. Do tego dobra będzie jakaś ostra surówka. U mnie była z białej kapusty startej na tarce w sosie śmietanowo-majonezowym.
Sos szpinakowy: Masło roztapiamy, dodajemy mąkę i przesmażamy. Zestawiamy z ognia i powoli wlewamy mleko cały czas mieszając by dokładnie rozprowadzić mąkę. Stawiamy na gaz i mieszając doprowadzamy do wrzenia. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Wrzucamy szpinak i pod przykryciem gotujemy na bardzo małym ogniu aż szpinak się rozpuści.

wtorek, 23 października 2012

Pasztet z selera

Dla wszystkich fanów warzyw ten pasztet będzie idealny. Jest w sam raz na kanapkę, wszędzie tam, gdzie chcecie zastąpić wędlinę. Ja zjadam nawet na obiad, lekko podgrzany zamiast mięsa. Ma ciekawy smak, wygląda jak pasztet z drobiu, smakowo też ciężko odróżnić. Ma idealną konsystencję. Wbrew pozorom silny aromat selera surowego, tu nie jest wyczuwalny prawie w ogóle. Gorrrrrąco polecam. Tani i na pewno zdrowy.
Składniki:
  • 1 duży seler
  • 2 cebule
  • pół kostki margaryny
  • 1/2 szklanki wywaru, bądź zwykłej wody z kostką rosołową
  • łyżka sosu sojowego
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki bułki tartej
  • gałka muszkatołowa, imbir, curry, pieprz cayenne, 
Selera należy obrać i zetrzeć na tarce. Cebulę tak samo. Włożyć do rondelka, zalać wywarem, dodać margarynę i sos sojowy, zagotować. Od tego czasu na wolnym ogniu gotować ok 1h co jakiś czas mieszając. Seler ma być miękki. Zestawiamy z ognia i studzimy. Następnie dodajemy jajka, bułkę, przyprawy. Mieszamy dokładnie. Przekładamy do keksówki. Mi  z podanej ilości wyszły dwie foremki. Pieczemy ok 1,5 godziny w 180 stopniach. 
Smacznego:)

Drożdżówek ciąg dalszy


Dziś drożdżówki kakaowe. Zachciało mi się takich śmiesznych, trochę innych kształtów. Jak wszystkie drożdżówki robi się je szybko, a są mięciutkie i idealne na kolacje z kakaem czy też na śniadanko.

Przepis na ciasto dokładnie taki sam jak tutaj, w przepisie na bułki drożdżowe z nadzieniem. Drożdże suche można oczywiście zastąpić zwykłymi. Wtedy ja daję ok 5 dag, czyli pół paczuszki.
Nadzienie do tych tutaj zrobiłam z 5 łyżek kakao, 3 łyżek miodu, 2 łyżek mleka. Dokładnie wymieszać, ma wyjść konsystencja gęstej śmietany.
Robiłam dwa rodzaje.
Pierwszy: Ciasto dzielimy na tyle części ile chcemy mieć drożdżówek. Mi wyszło 12. Każdą część rozwałkowujemy na okrągły placuszek. Na jednym końcu smarujemy nadzienie, ok 1 łyżeczki. Raz zawijamy ciasto tak aby przykryć nadzienie. Resztę ciasta kroimy nożem na cienkie paseczki. Zawijamy dość ciasno. I tak z każdym kawałkiem.
Drugi sposób. Każdy placuszek rozwałkowujemy jak najcieniej. Na brzegu kładziemy nadzienie i zawijamy w rulonik. Ten rulonik wałkujemy w dłoniach jeszcze trochę, a następnie zawijamy w ślimaczka. 
Przed włożeniem do piekarnika smarujemy żółtkiem ew masełkiem roztopionym. Czekamy 5 minut, aby wyrosły. Pieczemy ok 30 minut w 180 stopniach.

piątek, 19 października 2012

Muffnkowe drożdżówki


Połączenie muffinki i drożdżówki. Może być coś lepszego? Dla mnie chyba nie.
Drożdżówki ponownie zawitały w moim jadłospisie. Ponownie z cynamonem(swoją drogą idealne połączenie na jesień, w akompaniamencie herbatki i książki). Zainspirowałam się tu. Szybko, przyjemnie, pachnąco. Czego chcieć więcej? Hmmmm :D Wszystkich tomów Harrego ew całego cyklu Pieśni lodu i ognia:D Ale jak sie nie ma co sie lubi, to się lubi co się ma, czyli muffinkowe cynamonowe drożdżówki.
Przyznam, że pierwszy raz robiłam drożdżówki w foremce muffinkowej. I muszę stwierdzić, że to sposób niezwykle przyjemny i ciekawy. I praktyczny. Wszystkie drożdżóweczki wychodzą ładne, kształtne i mniej więcej podobnej wielkości:) Koniec z wybieraniem która mniejsza, która zgrabniejsza: każda jest taka sama. I jak pięknie wyglądają zaraz po wyciągnięcia z piecyka. Urocze.
A więc do dzieła. 
Składniki:
  • 3 szklanki mąki
  • szczypta soli
  • 4 dag drożdży
  • szklanka mleka letniego
  • 2 łyżki cukru
  • 50 g roztopionego masła/margaryny
  • jajko
  • cynamon, cukier
  1. Drożdże plus dwie łyżki cukru oraz 1/2 szklanki mleka łączymy i odstawiamy, żeby drożdże zaczęły pracować. 
  2. Mąkę łączymy z solą. Połowę masła łączymy z jajkiem i resztą mleka. 
  3. Do mąki dodajemy masło z jajkiem oraz mlekiem, a także podrośnięte drożdże. Łączymy najpierw szpatułką, łyżką drewnianą a nastepnie szybko zagniatamy ciasto rękoma. Aż będzie elastyczne i nie będzie się kleić do rąk. Można ew dodać wiecej mleka lub mąki w razie potrzeby.
  4. Odstawiamy ciasto w ciepłe miejsce, na ok 30-40 minut aby podwoiło objętość. 
  5. Po tym czasie foremki do muffinek smarujemy tłuszczem. A piekarnik nagrzewamy do 200 stopni.
  6. Ciasto drożdżowe delikatnie przekładamy na stolnicę. Dzielimy na tyle części ile mamy foremek. Mnie wyszło 12.
  7. Z każdej części robimy wałeczek (rękoma).  Wałeczek zwijamy w ślimaczka. Układamy w foremce. Smarujemy pozostałym masełkiem i posypujemy dość oficie cukrem wymieszanym z cynamonem. 
  8. Wkładamy na ok 30 minut do piekarnika. Wyciągamy i pałaszujemy
Pyszne na ciepło. Ja jem gorące:) Wtedy są mega pulchne. 

czwartek, 18 października 2012

Harry Potter

No i się zaczęło. Do Harrego zbierałam się już kilka lat. Dokładnie, kilka lat. Zawsze mnie kusiło, żeby sięgnąć po tę książkę, która wywołała tak różne emocje. Dzieci na całym świecie są nią zachwycone. Nie bardzo chciało mi się wierzyć, bo i czym się tu zachwycać. Odkładałam długo czytanie też ze zwykłej przekory, chciałam byc oryginalna...skoro wszyscy czytali albo oglądali Harrego to ja będę inna:) Ale w końcu ogarnęła mnie przemożona chęć na jakąś leciutką fantastykę. Znalazłam Harrego i obejrzałam pierwszą część cyklu czyli Harry Potter i kamień filozoficzny. I to by było na tyle jeśli idzie o nieoglądanie Harrego. Film bardzo mi się spodobał. Od razu obejrzałam drugą część a potem poleciałam do biblioteki żeby pożyczyć książki. Pochłonęłam pierwszą część w parę godzin. Bardzo mi się podoba. Ale w sumie nie żałuję, że nie wzięłam się za nią wcześniej.:] Przede mną cała seria. A uwielbiam to uczucie, kiedy wiesz że gdzieś przed tobą masz wizję kilku wieczorów z ciekawą książką albo dobrym filmem. A tu mam i jedno i drugie.
J.K. Rowling wyczarowała świat, dzięki któremu zapomina się o rzeczywistości.
To jedna z tych książek, których świat jest mi bezgranicznie bliski. Odnalazłam się w Hogwarcie, jakby to była moja szkoła; ulica Pokątna byłaby na pewno ulubionym miejscem moich zakupów; latanie na miotle,.... o rany ile bym dała żeby opanować taką umiejętność; Hagrid zostałby moim przyjacielem na pewno:) Każdy szczegół tej opowieści jest dopracowany, każda postać wyjątkowa. Nie ma sensu rozpływać się dalej na książką, bo chyba wszystko co było na jej temat do powiedzenia zostało powiedziane. Ja ze swojej strony tylko powiem: całkowicie, niezaprzeczalnie moje klimaty. Teraz tylko czekam z niecierpliwością na kolejne tomy, które połknę jak tylko dostanę się do pełnej kolekcji, bo niestety w bibliotece wiecznie brakuje którejś części:] Może zakup?...hm :D

wtorek, 16 października 2012

muffinki kokosowe


Wielki powrót muffinek w mojej kuchni. Już wieki temu ich nie było. Jako że postanowiłam skończyć z pieczeniem ciast w środku tygodnia wymyśliłam sobie muffinki.(Żeby jednak nie pozbawiać się słodkości do kawy). Padło na kokosowe, gdyż wszystkie składniki miałam w domu. Kokos lubię, więc czemu nie. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę, aczkolwiek jeśli ktoś kokosu nie lubi to nie polecam. Są meeeeeega kokosowe i raczej słodkie, więc kawa do nich to już bez cukru;) Robiłam je może 5 minut, piekły się 20, 5 stygły. 30 minut i pierwsza muffinka pochłonięta. Mniam.
Zapraszam. Oto składniki.
  • 150 g mąki pszennej
  • 70 g cukru
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 8 łyżek wiórków kokosowych 
  • 2 jajka
  • 1/2 kostki roztopionego masła
  • sok z połowy cytryny
Mąkę, cukier, proszek, sól, wiórki łączymy w jednej misce. W drugiej mieszamy jajka z masłem i sokiem. Łączymy zawartość obu misek. Mieszamy. Foremkę na muffinki wykładamy papilotkami albo smarujemy tłuszczem jakimś. Wlewamy po jednej łyżce ciasta do foremki. Mi wyszło 10 muffinek. Pieczemy 20 minut w 180 stopniach. Wyciągamy, studzimy.
Ja swoje babeczki dosłodziłam jeszcze polewą na wierzchu. Jakby mi mało cukru było ech. No ale polewa całkiem udana, szybka, prosta a efekt jest;]
Oto i ona:
Polewa: 2 łyżki masła roztopić. Dodać 2 łyżki cukru pudru oraz 1 łyżkę mleka. Połączyć na ogniu. Zdjąć z gazu. Dodać 4-5 łyżek mleka w proszku. Szybko, dokładnie wymieszać. Smarować jeszcze ciepłą polewą zimne muffinki. 
Smacznego. 

poniedziałek, 15 października 2012

Mini szarlotki

Jesiennie dziś, słonecznie, cieplutko. Dlatego też postanowiłam upiec najbardziej jesienne ciasto ever! Czyli szarlotkę. Jako, że miałam zamrożone ciasto kruche(polecam mrożenie ciasta kruchego; często gdy robię już to ciasto, robię go więcej i zamrażam połowę, dzięki temu w dni takie, jak dziś wyjmuję ciasto, czekam 2 godziny aż się rozmrozi i potem robię co mi się żywnie podoba).
Wyjęłam zamrożone ciasto, dorzuciłam jabłuszko z ogrodu, troszkę cynamonu i wyszły przecudnej urody i smaku nie mniej atrakcyjnego jabłuszkowe szarlotki. W wersji mini, bo ciasta było jednak troszkę mało na pełnowymiarową szarlotkę.
Oto i przepis.
Składniki:
  • 3 szklanki mąki
  • kostka margaryny
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 jajka(1 całe i 1 żółtko)
  • 1/2 szklanki śmietany
  • jabłuszka, na oko na całą szarlotkę potrzeba ok 1 kg, na moje 4 babeczki wystarczyło jedno...
  • cynamon

  1. Mąkę, cukier, proszek do pieczenia połączyć dokładnie z margaryną. Najlepiej nożem, jak najmniej dotykać ciasta rękoma. W środku mąki zrobić wgłębienie, dodać jajka, śmietanę. Gdyby było trzeba więcej śmietany dodać śmiało. Połączyć najpierw nożem/widelcem a potem szybko zagnieść ciasto rękoma. 
  2. Wyrobione ciasto zawinąć w folię i odłożyć do lodówki na minimum godzinę( Dlatego też mrożenie jest świetne... nienawidzę czekać aż ciasto będzie gotowe). 
  3. Po tym czasie ciasto wyciągną z lodówki, rozwałkować. Jeśli robimy pełnowymiarową szarlotkę to foremkę smarujemy margaryną, wysypujemy bułką tartą. Właściwie to przy małych szarlotkach też robimy tak samo. Ja wykorzystałam do tego celu moją foremkę na muffinki. Formę wykładamy 2/3 ciasta, razem z bokami! 
  4. Jabłka obieramy, ścieramy na tarce. Dodajemy cynamon. Ewentualnie cukier. Mieszamy. Wykładamy na ciasto.  
  5. Teraz pozostałą część ciasta wałkujemy na dość cienki placek o wymiarach blaszki. (Jeśli to małe szarlotki to wycinamy kółka szklanką i przykrywamy każdą babeczkę osobno). 
  6. Dokładnie zlepiamy brzegi, żeby nam nadzienie nie wypłynęło. Ja to zrobiłam za pomocą widelca, dzięki czemu uzyskałam ładny wzorek. 
  7. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 40 minut. Małe szarlotki wystarczy na 30 minut. Po owym czasie wyciągamy i zostawiamy coby ostygły. Potem można jeść:]

sobota, 13 października 2012

Eeyore mood

Just had to put it here.... Today I am totaly this eeyore... sad, confused, lonely. Need only one person I can not possibly have. And Why o why? Is relationship without passion, love possible? Eh... Life...Blee

Zupa cukiniowa

Cudowna jest jesień. Pachnąca. Klimatyczna. Słoneczna. Przytulna. Otulona kocykiem. Zaczytana w książkach. Rozgrzana herbatką. Do tego sycące obiadki.
Taki właśnie obiadek zaserwowałam sobie dzisiaj. I serwuję od kilku już dni. Rozgrzewająca zupa. Sycące danie drugie. Dziś zaserwuję przepis na zupę z cukinii. Zerwałam ostatnią cukinię w tym sezonie. Po czwartkowym przymrozku uratowała się właśnie ta jedna. Przerobiłam ją na zupę. Dodałam troszkę brokuła, cebulkę i przyprawy i voila. Wszyscy zjedli, co do ostatniej kropelki. Sukces:)
Oto przepis

Składniki:
  • mała cukinia
  • 4-5 różyczek brokuła(ja miałam mrożonego)
  • ziemniaczek
  • cebula 
  • oliwa
  • 2 litry wywaru(może być na kostce, warzywny, mięsny co kto woli)
  • curry, ziele angielskie mielone, bazylia, sól, pieprz, imbir, 
Cukinię, cebulę, ziemniaczka pokroić w kostkę. Zeszklić na oliwie. Dodać brokuła. Chwilę zasmażać. Dodać przyprawy. Zalać bulionem. Zagotować. Gotować ok 15 minut, aż wszystkie warzywa będą miękkie. Zupę zmiksować. Można dodać śmietankę. Podawać z grzankami.
Grzanki: chleb pokroić w kostkę. Oliwę rozgrzać na patelni. Wrzucić chlebek. Co jakiś czas przemieszać do momentu aż grzanki będą złote. Można doprawić czosnkiem, oregano, solą. Mniam;] szczególnie gdy mamy troszkę starego chlebka.  

poniedziałek, 8 października 2012

bułki;]

Ostatnio w mojej kuchni szał. Dziś upiekłam swój pierwszy chleb na zakwasie. Yeah. Jestem taka dumna. Wyszedł pysznie mokry, zwarty, pachnący i z chrupiącą skórką. Ale o chlebie kiedy indziej. Dziś jeszcze raz drożdżowe cuda. Bułki z nadzieniem kakaowym. Pachnące, puchate, idealne na śniadanie, podwieczorek lub kolacje. W miarę łatwe i szybkie. Robione na szybko, bo trzeba było coś zabrać do kawy. Zawsze się udają. Jednakowoż muszę stwierdzić, że raczej będę się powoli wycofywać z drożdżowych wypieków. U mnie w domu przestali już trawić tego typu wypieki. Za dużo tego mieli i za dobrze im było. A sama dla siebie całej blachy piec nie mogę...zbyt niebezpieczne. Tak więc, przystępuję do przepisu.

Składniki:
  • 80 dag mąki
  • szczypta soli
  • cynamon
  • 5 dag masła roztopionej
  • 1,5 szklanki mleka ciepłego
  • 1 jajko plus 1 do smarowania
  • drożdże- paczuszka suchych, 7g
  • łyżka cukru
  • Nadzienie: kakao, miód, mleko- ile chcemy tyle łączymy ze sobą próbując żeby konsystencją przypominało nutelle:) na trzy łyżki kakao 1,5 łyżeczki miodu i trochę mleka żeby nie było za gęste.
Pół szklanki mleka mieszamy z drożdżami i łyżką cukru. Odstawiamy aż pojawią się bąbelki. Mąkę mieszamy z solą i cynamonem w dużej misce. Masło z mlekiem i jajkiem łączymy dokładnie. Wyrośnięte drożdże(czyli te z bąbelkami) dodajemy do mąki. Dodajemy też mleko z masłem i jajkiem. Mieszamy dokładnie drewnianą łyżką. Kiedy już będzie nam ciężko mieszać łyżką, wykładamy ciasto na blat i zagniatamy rękoma kilka minut aż ciasto będzie sprężyste, gładkie i lśniące. Przekładamy je do miski i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok 40-60 minut. Po tym czasie wykładamy ciasto na blat, formujemy wałek i przecinamy go na pół. Każdą połowę jeszcze raz na pół. A dalej na trzy części. W finale będziemy mieć 12 bułeczek. Każdą cząstkę rozpłaszczamy i nakładamy na nią nadzienie ok 1 łyżki. Zlepiamy bardzo dokładnie. Układamy obok siebie, po trzy na szerokość i 4 na długość. Smarujemy roztrzepanym jajkiem. Odstawiamy na ok 5 minut, żeby podrosły. Pieczemy ok 35 minut w 180 stopniach. Wyciągamy i polewamy lukrem jeszcze gorące. Zajadamy.


czwartek, 4 października 2012

poniedziałek, 1 października 2012

Schmitt, "Moje życie z Mozartem"

Właśnie zakończyłam tą krótką lekturę. W ciągu godziny straciłam poczucie czasu. Zagłębiłam się w świat muzyki. Muzyki Mozarta. Do książki dołączona jest płyta z wybranymi przez autora fragmentami utworów wielkiego muzyka.
Jestem zachwycona. Wszystkim. Pomysłem by połączyć literaturę i muzykę. Pięknem utworów. Prostotą i głębią tekstów. "Moje życie z Mozartem" to książka napisana w formie listów do kompozytora. Tworzą one niejako autobiografię Shmitta.
Jak dla mnie to spojrzenie na swoje życie z perspektywy przeżytych lat, inspirowane genialną muzyką Mozarta. Każdy list porusza inny problem,  inną sferę życia. Jest tu  miłość, dorastanie, radość, ból, smutek, śmierć, narodziny, zabieganie, odnajdywanie rzeczywistości i spokoju.
Jak wszystkie książko Schmitta, tak i ta mnie nie rozczarowała. Wręcz przeciwnie-zaczarowała.

Zupa cebulowa

W czasach studenckiego kryzysu, kiedy szukało się przepisów najtańszych, najprostszych i z minimalna ilością składników znalazłam przepis na zupę cebulową. Pomyślałam: hmmm a gdyby tak spróbować?!("a gdyby" to jedno z moich ulubionych wyrażeń:) I spróbowałam. A potem to już próbowałam przynajmniej raz w tygodniu. Oprócz rosołu to jedyna zupa, o którą w domu regularnie proszą moi bracia. Co jest nie lada sukcesem dla zupy zrobionej z dwóch składników z dodatkiem trzeciego.
Polecam. Sama rozpoczęłam dzisiejszy obiad ta właśnie zupą.

Składniki:
  • cebul 4
  • wywar(z kostki, rosół warzywny, mięsny cokolwiek) 2 litry, można mniej zależnie od liczebności potencjalnych konsumentów
  • oliwa, sól, pieprz, curry, 
  • ew. śmietana lub serek topiony w ilości 1
Cebule obieramy, kroimy w plastry. Tak naprawdę możecie ją nawet posiekać tasakiem i nie będzie to miało znaczenia.  Siekamy w każdym bądź razie:) Oliwę rozgrzewamy w garnku/rondlu i wrzucamy cebulkę, smażymy tak, żeby się zeszkliła, ale nie przyrumieniła. Dorzucamy curry i smażymy jeszcze chwilę. Można poszaleć z przyprawami. Ja ostatnio jestem na fali inspiracji indyjskich więc do wszystkiego sypie mnóstwo cennych przypraw. Tu polecam kminek mielony, ziele angielskie też mielone, czosnek, imbir. Zalewamy następnie rosołkiem naszym. Zagotowujemy- czyli czekamy aż pojawią się bąbelki. Gotujemy na bardzo wolnym ogniu ok 10 minut. Wrzucamy ewentualnie serek topiony dla smaku, ja rzadko mam i rzadko wrzucam w związku z tym, ale niewątpliwie walory smakowe owy serek zmienia na lepsze. Ale co kto lubi:) Następnie miksujemy/blendujemy. Do tego najlepszym dodatkiem są grzanki ze starego chleba. (Pokroić w kostkę i przyrumienić na oliwie).
I Voila! zupa prosta, smaczna, apetyczna. Smakuje każdemu.

sobota, 29 września 2012

Schmitt

Eric Emanuel Schmitt. Jedna z moich książkowych rewelacji.  Poznałam go zachęcona przez pewną osóbkę, która to osóbka umożliwiła mi dostęp do książek owego autora. To była miłość od drugiego wejrzenia. Bo pierwsze gdzieś tam przeszło i umknęło niezauważone. Tym pierwszym spotkaniem był "Oskar i Pani Róża". Książka przeczytana kilka lat temu, wiem że się mi podobała ale chyba jakoś przeszłam nad nią do porządku dziennego. W tym roku jednak przeczytałam ją ponownie i sięgnęłam po kolejne książki tego autora. Za każdym razem czytam je z zapartym tchem, odrywając wzrok od literek jedynie w razie katastrofy, takiej jak brak herbaty w kubeczku.
Schmitt ma w sobie coś magnetycznego. Jego książki zmuszają do myślenia. Do zastanowienia się nad światem. Takie książki lubię najbardziej. Dzięki którym patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość z troszkę innej perspektywy, dzięki którym widzę świat inaczej niż do tej pory, które zwracają uwagę na to, co niedostrzegalne albo pomijane na co dzień.

Taka właśnie jest książka, którą znalazłam na bibliotecznej półeczce. "Kobieta w lustrze" E.E. Schmitta. Tomisko konkretne. Lektura, która dostarcza przyjemności przynajmniej na dwa wieczory. Zaczynasz czytać i Cię pochłania. To jedna z tych nielicznych pozycji, które czytam do późna w nocy a potem wstaje wcześnie rano, żeby dokończyć. To jedna z tych książek, której nie da się opisać. Przynajmniej ja nie umiem i nie chce. Są takie książki, których nie da się  zamknąć w kilku słowach opisu. Kilku zdaniach recenzji na końcu książki. Owszem recenzja jest. Opis też. Ale szczerze: nigdy bym po tą książkę nie sięgnęła sugerując się tylko i wyłącznie opisem na okładce. Przyciągnęła mnie magia nazwiska autora. Kto jeszcze nie czytał gorąco polecam. Dla mnie to książka o fascynujących kobietach, szukaniu siebie, swojego miejsca w świecie, potędze naszego umysłu, podporządkowaniu normom społecznym ale też wyrwaniu się z tych norm. Zachwycona.

Chlebek naan

Do wspomnianej wcześniej zupy indyjskiej najlepsze na świecie pieczywo to chlebki naan. Moja wersja to wersja lekko uproszczona i dostosowana do warunków mojej kuchni. Prosty, szybki przepis, który pozwala się cieszyć chlebkami własnego wyrobu na co dzień. Doskonały dodatek do wszelkich zup, gulaszy a nawet na śniadanie... jem jak zwykły chleb. Pyszota.
Składniki:
  • 450 g mąki
  • szczypta soli
  • łyżka cukru
  • jajko
  • 200 ml mleka
  • 2 łyżki oleju
  • garstka czarnuszki/sezamu/maku co kto lubi
Mąkę, sól, cukier połączyć. Dodać roztrzepana jajko z mlekiem. Połączyć w misce składniki suche i mokre i zagnieść elastyczne ciasto. Odstawić na 15 minut. Dodać olej i znowu wyrobić. Odrywać kawałki wielkości piłeczki pingpongowej. Rozwałkować na placuszki o średnicy ok 10 cm. Posypać czarnuszką. Kłaść placuszki na rozgrzanej grubej blaszce i piec ok 5-10 minut w temperaturze 220 stopni. Trzeba piekarnik rozgrzać ok 15 minut wcześniej. Placuszki pieczemy do momentu aż pojawią się na nich bąble i będą lekko zrumienione.

zupa

Zrobiłam zupę. Indyjską. Aromatyczną. Sycącą. Rozgrzewającą. Idealna na jesienne dni.Coś innego, coś zdrowego. Genialny pomysł na obiad. A przynajmniej jego początek. W połączeniu z chlebkiem naan-niebo w gębie.
Składniki:
  • duża cebula
  • 2 łyżki masła
  • ząbek czosnku
  • 3 łyżeczki przyprawy garam masala(ja nie miałam tej przyprawy więc dałam ciut więcej curry, łyżeczkę papryki czerwonej, pół łyżeczki kminku mielonego, szczyptę sporą ziela angielskiego mielonego, szczyptę pieprzu cytrynowego)
  • 2 łyżeczki ostrego curry
  • łyżeczka chili
  • łyżeczka imbiru
  • 1,5 litra rosołu(ja wlałam wywar z kostki)
  • pół łyżeczki cynamonu
  • liść laurowy
  • 20 dag soczewicy
  • 2-3 marchewki
  • por
  • 4 pomidory
  • sól, cukier
Cebulę pokrój w kosteczkę i podsmaż na masełku. Dodaj czosnek i wszystkie przyprawy oprócz liścia laurowego. Szybko zasmaż. Dodaj liść, wlej wywar.Soczewicę opłucz. Dodaj do wywaru. Gotuj 15 minut. Marchew obierz i pokrój. Pora pokrój. Pomidory sparz, obierz ze skórki i pokrój w kostkę. Dodaj warzywa do zupy. Gotuj 40 minut az wszystkie składniki będą miękkie. Przypraw do smaku solą i cukrem.
Pychota.

środa, 26 września 2012

Strudel

Jeeeej w końcu się udało. Upiekłam strudel z jabłkami. I wyszedł!!! Historia tego ciasta sięga prehistorii. Od dawien dawna przepis ten budził mój zachwyt i szczere pragnienie spróbowania owego specjału rodem z Niemiec. Każda książka kucharska zawierająca przepis na strudel budziła we mnie postanowienie zrobienia tego wypieku. Każdy program telewizyjny wywoływał taką samą reakcje: tak, zrobię to! I nigdy nie robiłam.
Zawsze stwierdzałam, że na pewno nie uda mi się tak idealnie ciasta rozciągnąć.
Dziś jednak nastąpił przełom. Może to desperacja wywołana lawiną niepowodzeń kuchennych, nie wiem.
Najważniejsze, że się w końcu udało. Upiekłam strudel z jabłkami. I wyszedł genialny. Chrupiące, cieniutkie ciasto. Soczyste, delikatne jabłka... Idealne. I co ciekawe bardzo łatwe. Składniki są tanie i jest ich minimalna ilość. Ciasto rozpływa się w ustach. Zarówno na ciepło jak i na zimno. Ledwie upiekłam jednego, wyciągnęłam z piekarnika, spróbowałam, rozdałam sąsiadkom po kawałeczku.... i zdecydowałam upiec kolejnego, tym razem z serem.
Jak dla mnie to ciasto jest fenomenalnie proste, tanie i pyszne. Coś czuję, że będzie częęęęęsto się pojawiać na naszym stole. Tym bardziej, że tyle teraz jabłek w ogrodzie czy na targu.

Do ciasta polecam herbatkę i książkę. Ewentualnie przyjemną muzykę... O np taką. Moja nowa inspiracja:)

A oto i przepis:
1. Ciasto:
  • 250 g mąki
  • szczypta soli
  • 1 jajko
  • łyżka masła
  • 100 ml mleka lekko ciepłego
  • 1 łyżka octu
 2. Nadzienie:
  •  5 jabłek kwaśnych i mało soczystych
  • garść rodzynek
  • garść bułki tartej
  • 100 g masła stopionego
  • cynamon, 3 goździki, 2 łyżki cukru
  • 1/2 szkl wody gorącej, olejek rumowy/ rum

1.Wszystkie składniki ciasta wkładamy do miski i mikserem łączymy je na szybkich obrotach.
2. Następnie, gdy wszystkie składniki się połączą dokładnie, wykładamy ciasto na blat i podsypując minimalnie mąką wyrabiany ok 5 minut.
3. Pod koniec wyrabiania, gdy ciasto będzie już lśniące, elastyczne i nieklejące sie(bo na początku będzie się bardzo kleić:) ciasto bierzemy do ręki i rzucamy nim o blat :p tak jest:) podobnie jak przy faworkach ciasto trzeba porządnie "obić", ja obijam 100 razy:)
4. Następnie ciasto układamy na talerzu posmarowanym olejem i odstawiamy na ok 30 minut.
5. Teraz przystępujemy do nadzienia. Jabłka obieramy i kroimy w kostkę-grubo. Rodzynki możemy namoczyć w rumie bądź tak jak ja to zrobiłam w gorącej wodzie z olejkiem rumowym. Składniki nadzienia mieszamy razem, odstawiamy.
6. Nastawiamy piekarnik na 200 stopni. Blaszkę płaską wykładamy papierem do pieczenia.
7. Teraz najtrudniejsza część/ale wcale nie taka trudna/. Na blacie/stole rozkładamy sobie albo dwie czyste ściereczki kuchenne albo większy kawałek prześcieradła/obrusu cokolwiek materiałowego. Opruszamy dość obficie mąką całą powierzchnie. To ważne, bo inaczej ciasto się nam przyklei.
8. Na środek naszego materiału wykładamy ciasto, które powinno być lśniące i baaaardzo elastyczne.
9. Bierzemy w ręce wałek i delikatnie, ruchami od wewnątrz na zewnątrz ciasta wałkujemy. Gdy ciasto będzie już prostokątem o wielkości ok 1/3 ściereczek zaczynamy rozciąganie rękami czyli etap 2 wałkowania.
10. Ręce delikatnie wsuwamy pod ciasto i rozciągamy je do siebie, uważamy na dziury. Ewentualne dziury zalepiamy podobno ciastem oderwanym z brzegów, ja nie wiem bo mnie się nigdzie dziury nie zrobiły. Rozciągamy na całą długość materiału. Aż przez ciasto będzie widać wzór ściereczki.
11. Gdy ciasto jest już cieniutkie, jak pergamin smarujemy je stopionym masłem. Aczkolwiek nie dosłownie. Maczamy pędzelek w masełku i "opruszamy" ciasto tłuszczem. Tak żeby nie dotykać pędzlem powierzchni ciasta, bo jak nic się nam porwie, a tego nie chcemy:) Nie zużywamy całego masła. Zostawiamy kilka łyżek
12. Dalej posypujemy ciasto delikatnie bułka tartą, która wchłonie ew sok z jabłek.
13. Teraz nasze jabłka wykładamy wzdłuż krótszego boku ciasta. Układamy je w zgrabny kopczyk, uważamy żeby nie było zbyt dużo soku.
14. Teraz bierzemy w obie ręce końce naszej ściereczki i unosząc je delikatnie, zawijamy ciasto. Dokładnie zlepiamy końce i odcinamy nadmiar ciasta.
15. Przenosimy ciasto na blaszkę. Ostrożnie! Ja to robię na ściereczce. I potem jak już jesteśmy bezpiecznie na pokładzie wyciągam ściereczkę jednym ruchem ręki.
16. Na koniec smarujemy masełkiem, które nam zostało. I wkładamy do piekarnika na 45 minut. Tak żeby się zrumieniło ciasto. Po ok 30 minutach możemy sprawdzić jak wygląda sytuacja i ocenić ile czasu jeszcze potrzebuje nasz strudel:)

Najlepszy podobno ciepły. Mnie smakuje i taki i taki:) Na zimno jest bardziej chrupiący. Smak obłędny. Maksymalnie jesienny.

poniedziałek, 24 września 2012

cinnamon rolls

ostatnio nic mi nie wychodzi, każdy wypiek(o ile nie jest to ciasto drożdżowe) okazuje się zakalcem ewentualnie niejadalną breją; nie wiem co się dzieje, kryzys jakiś czy co? brakuje mi inspiracji motywacji itd;
jedynym pocieszeniem jest jeszcze ciasto drożdżowe, kochane słodziutkie pyszniutkie zawsze udane:)
dlatego dzisiaj przepis na cynamonowe ślimaczki nad którymi zachwycam się któryś już tydzień z kolei i nigdy mi ich nie jest mało...właściwie to mogłabym je jeść cały dzień.... coś mnie ma ku drożdżom hmmm ciekawe dlaczego, no ale mój organizm wie lepiej czego mu trzeba, jeśli akurat teraz ma ochotę na drożdże to czemu nie:)
Oto i przepis:
  • pół kilograma mąki
  • szczypta soli
  • 1,5 szklanki mleka
  • 3-4 łyżki masła
  • 4 dag drożdży świeżych
  • dwie łyżki cukru+ 4 łyżki do nadzienia
  • jajko
  • cynamon
Kay. Przystępujemy do dzieła.
  1. Drożdże rozpuszczamy w 0,5 szklanki ciepłego mleka. Ja to mleko podgrzewam minute w mikrofali, jest idealne. Dodajemy 2 łyżki cukru i posypujemy ok łyżką mąki. Odstawiamy na minimum 5 minut. Można więcej ale raczej nie dłużej niż 20 minut. Ma wyrosnąć. Minimalny czas oznacza, że na powierzchni rozczynu zaczynają się pojawiać bąbelki co oznacza że drożdże zaczęły pracować. Zasadniczo o to nam chodzi.
  2. Masło roztapiamy. Studzimy. Jak wyżej. Masło roztapiam w mikrofali razem z pozostałą szklanką mleka. Po prostu wkładam masło do mleka a potem razem do mikrofali. Oszczędność kubków i czasu. Mąkę łączymy z solą. Mleko plus masło plus jajko roztrzepujemy. 
  3. Do mąki dodajemy drożdże oraz mieszankę mleczno-masłowo-jajową:D Zaczynamy proces wyrabiania.
  4. Najpierw mieszamy delikatnie łopatką/szpatułką/ łyżka drewnianą. Kiedy widzimy że mamy np za mało mleka bo ciasto jest za suche dodajemy mleka ale uwaga! ciepłego, jesli ciasto jest za rzadkie dodajemy mąki. Ogólnie mieszamy, aż wszystkie składniki się nam w miarę połączą. Następnie wykładamy ciasto na blat i zagniatamy rękoma. Dość energicznie. Jeśli zajdzie taka potrzeba podsypujemy mąką ale ja uważam to za ostateczność.Jak dla mnie ciasto ma być mięciutkie i puszyste a nie twarde.
  5. Wyrobione ciasto przekładamy do miski. Opruszamy mąką. Przykrywamy ściereczką. Odkładamy w cieplutkie miejsce( ja często wkładam do mikrofali lub na kuchence gazowej na której akurat coś mi się pichci:) Odstawiamy na ok 30-40 minut. Może stać więcej. Nawet 2 h. Aczkolwiek mnie nigdy nie chce się czekać tak długo :D.
  6. Po owym czasie wyciągamy ciasto z miski na blat. Nagrzewamy piekarnik na 180 stopni. Rozwałkowujemy na prostokąt mniej więcej wielkości blaszki do pieczenia.( na ta ilość składników polecam albo tortownicę albo kwadratową niezbyt dużą blaszkę. Wyjdzie ok 9-12 bułeczek.)
  7. Ciasto posypujemy cukrem oraz cynamonem-szczodrze. Polecam również dodatkowo polać je roztopionym masłem-ok 2 łyżek... będzie to bomba kaloryczna ale jakże pyszna i warta grzechu)
  8. Kolejnym krokiem jest zawinięcie ciasta w roladę. zwijamy dość ciasno i dokładnie. Nastepnie wałeczek owy kroimy na 9-12 kawałków. Układamy je dość ciasno, ale jednak z odstępami- pamiętamy że ciasto drożdżowe bardzo urośnie; brzuszkami do góry czyli tak żeby było widać na wierzchu ślimaczki/wnętrze roladki.
  9. Odstawiamy na 5 minut do wyrośnięcia. Smarujemy po wierzchu jajkiem roztrzepanym bądź masełkiem roztopionym. Pieczemy ok 30 minut.:) 
  10. Zajadamy. Ciepłe najlepsze.
  11. oh dear... prawie bym zapomniała!!! Koniecznie!! Koniecznie trzeba ślimaczki jeszcze gorące polać lukrem: cukier puder plus mleko. Koniecznie.... 

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

I'm learning one more time how to read. Can you imagine I totaly forgot? Well, time to lost myself in letters:)

wtorek, 21 sierpnia 2012

Pancake's

W końcu, wreszcie, nareszcie - moje pierwsze, udane pancake'sy. Pyszne, proste, puchate, delikatne.
Moja kariera z tymi naleśnikami naznaczona była do tej pory frustracją, tonami placków lądujących w koszu i ciągłą determinacją w poszukiwaniu przepisu idealnego. Moja determinacja została nagrodzona. Znalazłam przepis idealny. Placuszki wychodzą za każdym razem prawdziwie "amerykańskie". Od jakiegoś czasu stanowią moją ulubioną formę śniadania. Stosik tych przepysznych placuszków polany jogurtem naturalnym plus owoc - mniam :) Polecam każdemu. Wariacja naleśnikowa warta wypróbowania, potem już tylko mleko, mąka, jajko i pomysł na pyszne śniadanie, kolacje, podwieczorek(czasami nawet obiad:) gotowy.

Składniki:
  • 200 g mąki
  • 200 ml mleka
  • 1 jajko
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżeczka sody
  • cukier waniliowy
  • cukier do smaku
  • łyżeczka masła/oleju
  • cynamon ew gdy dodajemy jabłko
  • ew. owoc
Mąkę mieszamy z proszkiem, sodą, cukrami. Mleko osobno mieszamy z jajkiem i masłem. Łączymy mieszankę mokrą z suchą(hmmm to tak jak w muffinkach:) Dodajemy cynamon i owoce. Do ew owoców możemy zaliczyć: jabłko starte na tarce, brzoskwinie pokrojoną w drobną kosteczkę-mniam, naprawdę polecam!, śliwki również drobno pokrojone, banan- oł, mniam do kwadratu! itd... wariacje dowolne. Można też robić bez dodatków, ja takie jadam często.
Pancakes'y smażymy na patelni bez tłuszczu! To bardzo ważne. Malutkie placuszki formujemy w zgrabne okręgi, smażymy krótko(ok minuty) na bardzo dobrze rozgrzanej patelni. Odwracamy umiejętnie i smażymy jeszcze chwilę. Układamy w stosik na talerzu. Z podanej porcji wyjdzie nam ok 20 małych placuszków.
Na koniec polecam polać je jakimś jogurtem, konfiturką, dżemem czy po prostu posypać cukrem pudrem. Niebo w gębie. Prosta przyjemność. Indeed :)
A na koniec cytat ;)
"Z jedzeniem jest jak z seksem. To są dwie największe przyjemności w życiu człowieka.(...) I tak samo jak są ludzie nierozbudzeni seksualnie, tak samo są ludzie nierozbudzeni kulinarnie."

Muffiny maślankowe

Muffinki na maślance, z wiórkami kokosowymi, rodzynkami, oblane przesłodkiej urody konfiturą śliwkową domowej roboty.
W tamtym tygodniu zabrałam się za robienie przetworów. Cały lipiec nie zrobiłam ani jednego słoika, więc teraz postanowiłam nadrobić zaległości. Po powrocie z Rumunii, gdzie nasiąknęłam słońcem, pozytywną energią i motywacją, zabrałam się za powiększanie domowej spiżarni.
Zaczęło się od powideł owocowych(mix: śliwka, jabłko, gruszka mniam). Potem ze względu na dostępność śliwek węgierek na przydomowym drzewie była konfitura śliwkowa. Piękna, ciemna, gęsta i bardzo słodka(zimową porą osłodzi każde chłody w towarzystwie herbatki).
Wczoraj zrobiłam cudnej urody, malutkie, czerwieniutkie buraczki marynowane. Ale o nich może kiedy indziej.
Dziś konfitura. Jak zwykle bywa z przetworami, zawsze zostaje mała ilość pyszności na dnie garnka, która nijak nie wypełni całego słoika. Zostaje więc, by domowe głodomorki mogły popróbować, zasmakować, ocenić. Ponieważ konfiturki zostało troszkę więcej niż kilka łyżeczek postanowiłam ją jakoś wykorzystać.
Padło na muffinki, których nie robiłam już dawno, dawno, dawno(dawno dawno dawno temu w trawie...za górami, za lasami...przed Rumunią)
Maślankowe muffinki, same w sobie minimalnie słodkie, gdyż konfitura, do której miały być przeznaczone jest wielce słodka:)
Muffinki z przepisu tego: z ta zmianą iż nie było owocków li tylko garść rodzynek i garść kokosu:) oł
i na każdą muffinkę położyłam ćwiartkę śliwki.....

A teraz hit: konfitura śliwkowa.
Muszę przyznać, że pierwszy raz robiłam jakąkolwiek konfiturę. Bałam się niezmiernie, ale jako że owoce miałam przydomowe nie martwiłam się aż tak bardzo ewentualną porażką. Przepis okazał się jednak banalnie prosty. Jedyne czego wymaga to cierpliwości, bo jednak wymaga poświęcenia mu trochę czasu. Na początek jednak, ostrożnie przygotowałam kilogram owoców. Oto i przepis.

1 kg śliwek węgierek umyć dokładnie, wypestkować i przekroić na połówki. Pół szklanki cukru zagotować z 1 kg cukru. Gdy z cukru i wody powstanie gęsty syrop wsypujemy do niego nasze śliwki. Mieszamy dokładnie łyżką drewnianą i odstawiamy z ognia. Czekamy, aż ostygnie. Wtedy stawiamy ponownie na ogniu i zagotowujemy. Ponownie odstawiamy i tę czynność powtarzamy kilka razy, do momentu kiedy śliwki nabiorą głębokiej, ciemnej barwy a syrop będzie bardzo gęsty. Ja zagotowywałam moje konfitury ok 5-6 razy. (Ale to bardziej z lenistwa, bo nie chciało mi się tego samego dnia przekładać ich do słoików, więc zrobiłam to dnia następnego). Gorące śliwki przekładamy do wyparzonych, suchych słoików. Mnie wyszło tych konfitur ok 7 słoiczków. Stawiamy do góry dnem i czekamy aż ostygną.

Jak pisałam wcześniej konfitura jest bardzo słodka. Dlatego nadaje się idealnie do różnych małosłodkich wypieków, genialnie łączy się z pancakes'ami i jogurtem naturalnym. Idealny dodatek do muesli z jogurtem czy po prostu na osłodę szarego dnia. Lato w słoiczku, indeed:)