W tamtym tygodniu zabrałam się za robienie przetworów. Cały lipiec nie zrobiłam ani jednego słoika, więc teraz postanowiłam nadrobić zaległości. Po powrocie z Rumunii, gdzie nasiąknęłam słońcem, pozytywną energią i motywacją, zabrałam się za powiększanie domowej spiżarni.
Zaczęło się od powideł owocowych(mix: śliwka, jabłko, gruszka mniam). Potem ze względu na dostępność śliwek węgierek na przydomowym drzewie była konfitura śliwkowa. Piękna, ciemna, gęsta i bardzo słodka(zimową porą osłodzi każde chłody w towarzystwie herbatki).
Wczoraj zrobiłam cudnej urody, malutkie, czerwieniutkie buraczki marynowane. Ale o nich może kiedy indziej.
Dziś konfitura. Jak zwykle bywa z przetworami, zawsze zostaje mała ilość pyszności na dnie garnka, która nijak nie wypełni całego słoika. Zostaje więc, by domowe głodomorki mogły popróbować, zasmakować, ocenić. Ponieważ konfiturki zostało troszkę więcej niż kilka łyżeczek postanowiłam ją jakoś wykorzystać.
Padło na muffinki, których nie robiłam już dawno, dawno, dawno(dawno dawno dawno temu w trawie...za górami, za lasami...przed Rumunią)
Maślankowe muffinki, same w sobie minimalnie słodkie, gdyż konfitura, do której miały być przeznaczone jest wielce słodka:)
Muffinki z przepisu tego: z ta zmianą iż nie było owocków li tylko garść rodzynek i garść kokosu:) oł
i na każdą muffinkę położyłam ćwiartkę śliwki.....
A teraz hit: konfitura śliwkowa.
Muszę przyznać, że pierwszy raz robiłam jakąkolwiek konfiturę. Bałam się niezmiernie, ale jako że owoce miałam przydomowe nie martwiłam się aż tak bardzo ewentualną porażką. Przepis okazał się jednak banalnie prosty. Jedyne czego wymaga to cierpliwości, bo jednak wymaga poświęcenia mu trochę czasu. Na początek jednak, ostrożnie przygotowałam kilogram owoców. Oto i przepis.
1 kg śliwek węgierek umyć dokładnie, wypestkować i przekroić na połówki. Pół szklanki cukru zagotować z 1 kg cukru. Gdy z cukru i wody powstanie gęsty syrop wsypujemy do niego nasze śliwki. Mieszamy dokładnie łyżką drewnianą i odstawiamy z ognia. Czekamy, aż ostygnie. Wtedy stawiamy ponownie na ogniu i zagotowujemy. Ponownie odstawiamy i tę czynność powtarzamy kilka razy, do momentu kiedy śliwki nabiorą głębokiej, ciemnej barwy a syrop będzie bardzo gęsty. Ja zagotowywałam moje konfitury ok 5-6 razy. (Ale to bardziej z lenistwa, bo nie chciało mi się tego samego dnia przekładać ich do słoików, więc zrobiłam to dnia następnego). Gorące śliwki przekładamy do wyparzonych, suchych słoików. Mnie wyszło tych konfitur ok 7 słoiczków. Stawiamy do góry dnem i czekamy aż ostygną.
Jak pisałam wcześniej konfitura jest bardzo słodka. Dlatego nadaje się idealnie do różnych małosłodkich wypieków, genialnie łączy się z pancakes'ami i jogurtem naturalnym. Idealny dodatek do muesli z jogurtem czy po prostu na osłodę szarego dnia. Lato w słoiczku, indeed:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz