i don't know what have happened; but this Easter i felt something new; some new need, or instinct some may say; in brief: i want to be a mum; now i am sure! i always knew that i want to have baby, that one day i'll be mummy; but now.... it's all diferent; i never knew i could really, really crave baby; i felt it with every cell of my body; everything in me was screaming; i was shocked, still am; this Eater i found out my vocation: i'm gonne be mother; best of all; and wife loving and carieng for her family;
you may ask: where, why, when did i feel this.... well if i'm supose to be honest i must say that there is someone that inspired me.... before any questions appears: i don't have boyfriend and i don't know that "inspiration" personally, but he definitly exist and he's totally my type; and i think thinging and looking at him might have helped; but still i can't say for sure; there is only one thing i'm sure of: i was made to be a mother, motherhood is my fulfilment;
well about english...whole weekend is in english...latly i even think in english...:)
niedziela, 24 kwietnia 2011
czwartek, 21 kwietnia 2011
najpierw muffinki: budyniowe tym razem:
3 jajka
1 i 1/2 szkl mąki
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
szkl cukru
1/2 kostki masła
kubek mały jogurtu vel śmietany
szkl mleka
opakowanie budyniu
1 i 1/2 łyzeczki kakao
mąkę, proszek, cukier, kakao i sól wymieszać w misce; w drugiej misce wymieszać: stopione masło, jogurt i jajka roztrzepane wcześniej widelcem; następnie do miski z suchymi produktami wlewamy mokre ingrediencje; mieszamy coby zostały grudki; teraz gotujemy budyń w szklance mleka!!! papilotki napełniamy ciastem(1 łyżka) dalej łyżka budyniu i znów łyżka ciasta; pieczemy ok 20 minut; powinny być złote;) zostawiamy je na w foremce aż wystygną; potem delikatnie przekładamy na tacę talerz czy co tam mamy i posypujemy cukrem pudrem, ew lukrujemy i ozdabiamy(ja jestem zwolenniczką drugiego sposobu)
no to by było na tyle jeśli idzie o gotowanie, chciałabym dziś napisać o czymś więcej.... i chyba właśnie zmieniłam koncepcję; nie dzisiaj nic więcej nie napiszę; i niech się świat zawali; ja niczego nie potrzebuję!!!
3 jajka
1 i 1/2 szkl mąki
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
szkl cukru
1/2 kostki masła
kubek mały jogurtu vel śmietany
szkl mleka
opakowanie budyniu
1 i 1/2 łyzeczki kakao
mąkę, proszek, cukier, kakao i sól wymieszać w misce; w drugiej misce wymieszać: stopione masło, jogurt i jajka roztrzepane wcześniej widelcem; następnie do miski z suchymi produktami wlewamy mokre ingrediencje; mieszamy coby zostały grudki; teraz gotujemy budyń w szklance mleka!!! papilotki napełniamy ciastem(1 łyżka) dalej łyżka budyniu i znów łyżka ciasta; pieczemy ok 20 minut; powinny być złote;) zostawiamy je na w foremce aż wystygną; potem delikatnie przekładamy na tacę talerz czy co tam mamy i posypujemy cukrem pudrem, ew lukrujemy i ozdabiamy(ja jestem zwolenniczką drugiego sposobu)
no to by było na tyle jeśli idzie o gotowanie, chciałabym dziś napisać o czymś więcej.... i chyba właśnie zmieniłam koncepcję; nie dzisiaj nic więcej nie napiszę; i niech się świat zawali; ja niczego nie potrzebuję!!!
Twinkle, twinkle, little star,
How I wonder what you are!
Up above the world so high,
Like a diamond in the sky!
How I wonder what you are!
Up above the world so high,
Like a diamond in the sky!
środa, 13 kwietnia 2011
na poczekaniu
bycie mną to ciężka sprawa; jak zwykle autoanaliza; i ciągle ten sam problem; tylko, że tym razem naprawdę; dzisiaj wielka krecha pojawiła się na moim serduchu; właściwie to było tam już jakiś czas takie małe zadraśnięcie; wiedziałam, że nie jestem najważniejsza, jedyna, niezastąpiona; wiedziałam, że nigdy nie będę idealna; wiedziałam, że nie dorównuje ideałowi; ale też łudziłam się, że może coś znaczę, że jestem w jakimś sensie ważna, i że znaczę coś więcej; a jednak;
dziś zrozumiałam a raczej dostałam w twarz; tym co powinno być dla mnie oczywiste od początku: jestem tylko w zastępstwie, na poczekaniu; jako przerywnik, "wypełniacz"(jeśli istnieje takie określenie); dziś poczułam się taka niepotrzebna; chciałabym mieć coś, co mogę przeżywać na 100%; czy naprawdę nie jestem stworzona do tego by przeżyć miłość; przyjaźń taką naprawdę głęboką, szczerą i wzajemną??? czy już zawsze będę "przystawką"? czy zawsze będę tym zefirkiem? czemu nie mogę być huraganem? wiatrem, który wieje z ogromną siłą i który porywa ludzi; może powinnam przestać się przywiązywać do ludzi i żyć złudzeniami? może powinnam dać sobie spokój z szukaniem stałości; której tak bardzo potrzebuję;
skoro nie jestem w stanie być przyjaciółką to zapewne też nie jestem w stanie być w związku? może jestem po prostu z tych osób, które całe życie są sami; i nie da się ich pokochać;
wciskam się jako substytut; jak gazeta, którą czytasz w poczekalni; interesująca na moment, jako zapychacz; ale wiesz, że za chwilę przyjdzie ktoś ważny; stanie się coś CIEKAWEGO; i kiedy ten ktoś lub coś nadchodzi gazeta odchodzi w zapomnienie;
i może kiedyś jeszcze do niej wrócisz; bo spodobał ci się artykuł, ale przecież nie na długo; w końcu większość przeczytałeś już w przelocie czekając na coś WAZNIEJSZEGO
przepraszam za swoją nijakość; za nieidealność; za brak spontaniczności; za ponurowatość; za brzydkie miny; za brak zrozumienia; za ograniczanie Ciebie;
lepsza nie będę;
dziś zrozumiałam a raczej dostałam w twarz; tym co powinno być dla mnie oczywiste od początku: jestem tylko w zastępstwie, na poczekaniu; jako przerywnik, "wypełniacz"(jeśli istnieje takie określenie); dziś poczułam się taka niepotrzebna; chciałabym mieć coś, co mogę przeżywać na 100%; czy naprawdę nie jestem stworzona do tego by przeżyć miłość; przyjaźń taką naprawdę głęboką, szczerą i wzajemną??? czy już zawsze będę "przystawką"? czy zawsze będę tym zefirkiem? czemu nie mogę być huraganem? wiatrem, który wieje z ogromną siłą i który porywa ludzi; może powinnam przestać się przywiązywać do ludzi i żyć złudzeniami? może powinnam dać sobie spokój z szukaniem stałości; której tak bardzo potrzebuję;
skoro nie jestem w stanie być przyjaciółką to zapewne też nie jestem w stanie być w związku? może jestem po prostu z tych osób, które całe życie są sami; i nie da się ich pokochać;
wciskam się jako substytut; jak gazeta, którą czytasz w poczekalni; interesująca na moment, jako zapychacz; ale wiesz, że za chwilę przyjdzie ktoś ważny; stanie się coś CIEKAWEGO; i kiedy ten ktoś lub coś nadchodzi gazeta odchodzi w zapomnienie;
i może kiedyś jeszcze do niej wrócisz; bo spodobał ci się artykuł, ale przecież nie na długo; w końcu większość przeczytałeś już w przelocie czekając na coś WAZNIEJSZEGO
przepraszam za swoją nijakość; za nieidealność; za brak spontaniczności; za ponurowatość; za brzydkie miny; za brak zrozumienia; za ograniczanie Ciebie;
lepsza nie będę;
rozbiłam swój ulubiony kubek; nie dość, że ulubiony, to jeszcze prezent; to była taka mega filiżanka pozytywnie w pomarańczowe kropki; na każdy płyn idealna; czy ja się zbytnio do rzeczy nie przywiązuje? tylko, że to nie była tylko filiżanka; to były wspomnienia! sentymentalizm dalej się mnie mocno trzyma;
a tak w ogóle to zamiast się uczyć to pisze bloga; wyrzuty sumienia mam; ale co tam... pracę napiszę w końcu a życie mam tylko jedno;
czytałam ostatnio felietony pani Szczepkowskiej; w jednym z nich autorka pisała o wspomnieniach; to co najważniejsze w naszym życiu, to co wspominamy u jego kresu, to wcale nie praca; to chwile, właściwie przelotne; błahe momenty, z których składa się nasz świat codzienny; kiedy myślisz o najbardziej wartościowej chwili swojego życia; czy myślisz o godzinach, które spędzasz nad nauką albo w pracy? nie wydaje mi się; wszelkie sukcesy i osiągnięcia życia dla mnie związane są z życiem rodzinnym i ogólnie społecznym; wszelkie wspaniałe momenty to te, które spędziłam z bliskimi mi osobami; i nic tu do tego nie miała moja nauka; więc: nie powinnam sobie wyrzucać tego, że nie siedzę całymi dniami nad książkami(no przynajmniej nie nad tymi, nad którymi powinnam) wręcz przeciwnie: cieszyć się z życia; robić to na co mam ochotę i basta! za mało czytam tych książek; zdecydowanie;
"Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem."
a tak w ogóle to zamiast się uczyć to pisze bloga; wyrzuty sumienia mam; ale co tam... pracę napiszę w końcu a życie mam tylko jedno;
czytałam ostatnio felietony pani Szczepkowskiej; w jednym z nich autorka pisała o wspomnieniach; to co najważniejsze w naszym życiu, to co wspominamy u jego kresu, to wcale nie praca; to chwile, właściwie przelotne; błahe momenty, z których składa się nasz świat codzienny; kiedy myślisz o najbardziej wartościowej chwili swojego życia; czy myślisz o godzinach, które spędzasz nad nauką albo w pracy? nie wydaje mi się; wszelkie sukcesy i osiągnięcia życia dla mnie związane są z życiem rodzinnym i ogólnie społecznym; wszelkie wspaniałe momenty to te, które spędziłam z bliskimi mi osobami; i nic tu do tego nie miała moja nauka; więc: nie powinnam sobie wyrzucać tego, że nie siedzę całymi dniami nad książkami(no przynajmniej nie nad tymi, nad którymi powinnam) wręcz przeciwnie: cieszyć się z życia; robić to na co mam ochotę i basta! za mało czytam tych książek; zdecydowanie;
"Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem."
czwartek, 7 kwietnia 2011
byłam w teatrze! o tak; byłam i to na musicalu zrobionym z klasyki; śluby panieńskie się zwie; główne pytanie: czy się mi podobało?; otóż: tak, podobało mi się bardzo; ja w ogóle lubię musicale; ale to nie o formę chodzi; bardziej o aktorów...mhmm... i ich grę; rzadko chodzę do teatru, więc samo wydarzenie jest dla mnie przyjemnym; miło jest ładnie się ubrać, ogarnąć troszkę swoją codzienność, zasiąść w fotelu i..... odpłynąć w świat wyższej kultury;
zdecydowanie chciałabym częściej móc uczestniczyć w takowych wydarzeniach; trzeba by coś z tym zrobić; ogólnie to jakiś fajny ten dzień dzisiejszy; udane zakupy, miłe rozmowy, kulturalne wrażenia... żyć nie umierać(no może blokada łazienki/-współlokatorka/ jakiej doświadczam burzy ład dzisiejszego dnia, ale na to jedno uchybienie mogę przymknąć oko); tak więc... pozytywnie naładowana kończę ten dzień by zabrać się za odnowę ciała i ducha najpierw pożyteczną lekturą, następnie oczyszczającym prysznicem a kolejno wyciszającym i regenerującym snem;
należy mi się; dzisiaj duuuużo chodziłam; spacerki dalekosiężne robiłam; czuję się taka fit; no a w mojej nowej sukienczynie... bossko; dziś mogę powiedzieć, że lubię siebie i swoje ciało też, co rzadko mogę powiedzieć...chyba zaczynam się lubić;)
na tym pozytywnym aspekcie zakończę moje rozważania i oddam słodkiemu nic-nierobieniu; ew wykurzaniu współlokatorki z łazienki ;)
zdecydowanie chciałabym częściej móc uczestniczyć w takowych wydarzeniach; trzeba by coś z tym zrobić; ogólnie to jakiś fajny ten dzień dzisiejszy; udane zakupy, miłe rozmowy, kulturalne wrażenia... żyć nie umierać(no może blokada łazienki/-współlokatorka/ jakiej doświadczam burzy ład dzisiejszego dnia, ale na to jedno uchybienie mogę przymknąć oko); tak więc... pozytywnie naładowana kończę ten dzień by zabrać się za odnowę ciała i ducha najpierw pożyteczną lekturą, następnie oczyszczającym prysznicem a kolejno wyciszającym i regenerującym snem;
należy mi się; dzisiaj duuuużo chodziłam; spacerki dalekosiężne robiłam; czuję się taka fit; no a w mojej nowej sukienczynie... bossko; dziś mogę powiedzieć, że lubię siebie i swoje ciało też, co rzadko mogę powiedzieć...chyba zaczynam się lubić;)
na tym pozytywnym aspekcie zakończę moje rozważania i oddam słodkiemu nic-nierobieniu; ew wykurzaniu współlokatorki z łazienki ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)