piątek, 16 grudnia 2011

Mary Frye, Do not stand at my grave and weep

Do not stand at my grave and weep,
I am not there; I do not sleep.
I am a thousand winds that blow,
I am the diamond glints on snow,
I am the sun on ripened grain,
I am the gentle autumn rain.
When you awaken in the morning’s hush
I am the swift uplifting rush
Of quiet birds in circling flight.
I am the soft starlight at night.
Do not stand at my grave and cry,
I am not there; I did not die.

czwartek, 15 grudnia 2011

emocje

"Let's not forget that the little emotions are the great captains of our lives and we obey them without realizing it."  ~Vincent Van Gogh, 1889
Ja jestem gdzieś całkowicie poza kontrolą moich emocji. Mam czasami wrażenie, że w moim sercu(bo ciężko mi uwierzyć, że w mózgu) siedzi sobie jakiś złośliwy chochlik i steruje mną, jak się mu podoba. Często, jak sama nazwa owego stworzonka sugeruje, robi to złośliwie i z premedytacją. Tajemnicą pozostają jedynie motywy wrednego krasnala, skrzętnie ukrywane. Ogromny wpływ na takowy stan rzeczy ma niewątpliwie mizerna komunikacja między nami; a właściwie jej brak. Nie mam z tym małym demonem żadnego kontaktu, przez co także mój wpływ na niego jest znikomy. Świadomie mogę tylko próbować zniwelować skutki poczynań owej kreatury. W przeważającej części wypadków są to żałosne próby, które niezwykle rzadko osiągają jakiś pozytywny efekt. Zazwyczaj emocje są silniejsze ode mnie i zanim zorientuję się, że poddałam się chwili, to jest za późno, żeby  zweryfikować swoje poczynania. Efekt jest taki, iż ja robię coś głupiego a potem przez dłuższy czas mam depresję emocjonalną z powodu własnej nieświadomości i braku kontroli nad sobą.
Mam pewne podejrzenia, że owy chochlik dogadał się świetnie z moimi hormonami i wspólnie sieją oni spustoszenie na terenie państwa pt kasia. Państwo niestety nie stać na solidne siły zbrojne, więc najeźdźcy czują się bezkarni a państwo upada.
To tak, jakbym całkiem przeciw sobie się zakochiwała, stresowała, złościła, bała, itd. To całe zakochanie to chyba największy problem, bo z każdą inną emocją jestem w stanie sobie poradzić i jako tako ją opanować(jeśli nie zaskoczy mnie za bardzo i nie jest bardzo silna). Jednak z zakochaniem...oooo tu sobie chochlik wredny używa ile wlezie. Nie wiem jak to jest ale...
Jak spotkam kogoś, kto mi sie okrrrrrponie podoba fizycznie to oczywiście jest unavailable. Totalnie out of my rich. ALE jak tylko spotkam kogoś w miarę dostępnego to niestety jest to postać całkowicie mnie nie pociągająca. Tak jakby atrakcyjność fizyczna dla mojego przypadku była totalnie poza zasięgiem. Ja nie wiem czemu ten demon w sercu tak się uparł, żeby kierować moją uwagę w stronę facetów, którzy są całkowicie poza moją ligą. To jak mechanizm autodestrukcyjny. Pogrążam się i pogrążam, za każdym razem wychodząc z takiego zakochania coraz bardziej sfrustrowana.

niedziela, 11 grudnia 2011

180 000 kilometrów przygody, Tony Halik

"Kiedy pokazuje się księżyc i zjawia się biała jak gołąb czarownica, kiedy jej różane usta rzucają na ciebie urok śmierci..." 
180 000 kilometrów przygody to równocześnie 180 000 kilometrów owianych legendami i magicznymi historiami. Powróciłam do tej książki po raz drugi. Ta książka to opowieść. Ale zupełnie różna od opowieści pana Cejrowskiego. Inna a jednak równie ciekawa. Równie wciągająca. Równie przyciągająca. Tu znalazłam piękne legendy, tajemnicze historie i dawne wierzenia. Cała książka wydaje się być długą opowieścią snutą przy ognisku, pod gwiaździstym niebem w ciepłą, cichą noc. Nie ma tu filozoficznych rozmyślań nad światem, człowiekiem i jego losem. Ale są opowieści, które w magiczny sposób tłumaczą powstanie słońca i księżyca, pochodzenie świata i człowieka, sens ludzkiego cierpienia i śmierci. Dzięki tym opowieściom tamci ludzie, opisywani przez pana Halika, którzy żyją w dzikiej selwie czy na nadmorskich wybrzeżach, ludzie z ich wierzeniami i rytuałami stają się nagle tak bliscy. W tym właśnie tkwi dla mnie urok tej "opowieści"; każda opowiedziana historia czy legenda wiąże się z innym plemieniem, inną kulturą; wszystkie jednak łączą się w jedną wielką opowieść: Opowieść o życiu; o narodzinach i śmierci. A przecież każdy z nas kiedyś się rodzi i kiedyś umiera. A najbardziej jest opowieścią o miłości. Bo życie ludzkie bez miłości nie może zaistnieć. Czy to będzie miłość matki do dziecka, młodego mężczyzny i jego kochanki, boga do ludzi, człowieka do bogactwa czy dziadka do wnuka.
"Lud gwatemalski od bardzo dawnych czasów hołduje staremu przesądowi. Kiedy ktoś chce się dowiedzieć, czy będzie szczęśliwy u boku ukochanej istoty, powinien o to zapytać dwa przeciwstawne żywioły- ogień i wodę. Zakochani muszą wejść na szczyt góry położonej między wulkanem a jeziorem. Gdy się już tam znajdą, narzeczony ma zagrać na flecie i jeśli echo powtórzy muzykę, wróżba jest "korzystna". Następnie powinni obserwować powierzchnię wody. Gładka jak lustro zwiastuje małżeńskie życie pełne harmonii i pogody. Potem kobieta napełnia tykwę wodą z jeziora i daje pić mężczyźnie. Jeżeli woda jest słodka, oznacza to że mogą się pobrać, ale jeżeli ma zły smak, lepiej, aby się rozstali."

niedziela, 4 grudnia 2011

Gandhi, by D. Attenborough

"Eye for an eye, and soon the whole world is blind"
czy można być dobrym do granic wytrzymałości, czy można nie myśleć o sobie myśląc jednocześnie o każdym człowieku? zapomnieć o swoich potrzebach i żyć dla innych? czy jest szansa dla takiego śmiertelnika jak ja by moje życie było wartościowe chociaż w połowie tak Jego było? wierzę, że jest możliwość by życie każdego człowieka miało sens i by było dobre; nie wierzę by moje takie było
bycie dobrym jest bardzo trudne; wymaga wielu wyrzeczeń i stanowczej wytrwałości przy swoich zasadach; w ogóle świadomość wyznawanych wartości i ukształtowana ich hierarchia to podstawa; i tu pojawia się kolejne pytanie: na ile potrzebna jest religia by Twoje życie było naprawdę dobre? bo Gandhi żył chyba jakby obok ... oczywiście wierzył w Boga ale to nie był Bóg jakiejś konkretnej religii ale Jeden, "Wspólny";
i w ogóle co to znaczy być dobrym? czy w XXI wieku możliwe jest spotkanie osoby dobrej? czy istnieje człowiek, który w odpowiedzi na nienawiść nadstawi drugi policzek? który na zło odpowie miłością? człowiek, który umie wybaczyć największemu wrogowi, który potrafi kochać nawet tych, którzy go poniżają?
istnieje i powiem więcej ja nawet znam takie osoby; może nie dokonują tak spektakularnych dokonań jak Gandhi, ale jednak są; dla mnie są inspiracją i motywacją by walczyć o dobro, by się starać i zmieniać siebie;
moje życie to ciągła walka z przypływami i odpływami emocji i nastrojów; większość czasu poświęcam na to by się starać być dobrym co jednak mi rzadko wychodzi; mam  jednak nadzieję, że nigdy nie braknie mi sił i chęci by się starać:)
film nastroił mnie do filozoficznych pytań na temat dobra i zła; może nawet nie tyle film co postać Mahatmy; obok takiej dobroci nie da się przejść obojętnie; na pewno wrócę jeszcze do Jego biografii; na razie zostają mi rozmyślania na niedzielny wieczór:)
"Zwyciężajcie nienawiść – miłością, nieprawdę – prawdą, przemoc – cierpieniem."

piątek, 2 grudnia 2011

Corpse Bride by Tim Burton

If I touch a burning candle I can feel no pain
In the ice or in the sun it's all the same
Yet I feel my heart is acheing
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am dead
Yet it seems that I still have some tears to shed

Martwi bardziej żywi niż Żywi; magiczna opowieść o straconych marzeniach, i tych odzyskanych; przez śmierć opowiada o życiu; bardzo klimatyczny obraz, jak zawsze u Burtona;
kocham jego filmy; absolutnie wszystkie; jednak Gnijąca panna młoda jest moim ulubieńcem; śpiewający Johnny Depp, radosne szkielety swingująco-jazzowe; kości podrygujące w rytm prześlicznej muzyki; gadająca głowa frrrancuskiego kelnerrrrra; uczta dla ducha :)