skończyłam czytać książkę napisaną na podstawie życiorysu sławnej chanel; niezwykła kobieta, ale jak dla mnie człowiek-porażka, oprócz sukcesów w dziedzinie mody poniosła klęskę w każdej możliwej dziedzinie życia; bez przyjaciół, miłości, wiecznie samotna chociaż nie sama; dla mnie przerażająca; bałabym się jej spotkać; i każdego przestrzegałabym przed braniem przykładu z owej damy; wydawać by się mogło, że wiedziała czego chce i do tego dąży, ale czy na pewno? jak dla mnie to owszem: wielka kreatorka mody, ale równocześnie wrak człowieka;
z innej beczki: obejrzałam ostatnio Adaptacje; polecam, pomysł na film bardzo udany; jednak trzeba przemyśleć sprawę, bo gdybym nie przemyślała i nie poczytała troszkę, to pewnie oceniłabym film dużo gorzej; film, w którym proces twórczy scenarzysty, jego rozterki i tok myślenia stają się tematem przewodnim okazuje się być fenomenalny; pomysł jest przemyślany pod każdym możliwym względem; każda scena ma swój sens; choć pozornie zamieszany i łatwo stracić rozeznanie co jest rzeczywistością a co fikcją; niesamowite połączenie tego co dzieje się w rzeczywistości filmowej z wyobraźnią głównego bohatera, właściwie to cały czas śledzi się jego tok myślenia i ... a co będę opisywać, trzeba obejrzeć;
namalowałam sobie słońce na ścianie; pozytywny element ma przypominać mi o pozytywnym nastawieniu; postawie zdumienia wobec świata i potrzebie wiary, nadziei i miłości w naszym życiu; no muszę przyznać, że zdumienia nie brakuje mi ostatnio na pewno; ludzie ciągle mnie zaskakują; a ja się muszę nagimnastykować żeby wymyślić o co im chodzi; no i myślę od kiedy?.... od kilku dni: what happend? miracle; ferie się skończyły, jutro studia; z powrotem do krk; no cóż... za bardzo sobie nie odpoczęłam, ale jestem szczęśliwa; bylem sobie tylko nie utrudniała życia i nie kładła kłód pod nogi;
niestety dopadło mnie jakieś zniechęcenie do wszelkiej aktywności rozrywkowej; najchętniej to bym czytała i oglądała filmy; tylko fenomen oglądania filmów samemu też mnie nie porywa; wróciły rozterki sercowe; unfortunatly; obym nie zgubiła tego co już wypracowałam; moja autopsychoanaliza prowadzona za pomocą tego bloga i kilku przyjaznych dusz nie może pójść na marne;
niedziela, 20 lutego 2011
środa, 16 lutego 2011
maziam
zmieniam zawód; od dziś jestem malarz, ścian; właśnie skończyłam mazianie sufitów w kuchni i korytarzu; a jutro zabieram się za ściany; ależ mi się to spodobało; mam fach w ręku; ale padnięta jestem;
wysłałam dziś list; marzyło mi się już dawno wysyłanie listów i dostawanie, jak za czasów Jane Austin; sielanka, romantyzm, sentymentalizm; cuuuudownie;
acha; z poprawy dostałam 5; żadnych emocji; tylko mnie to zasmuciło; gdybym dostała powiedzmy 3, to mogłabym sobie powiedzieć: Po prostu nie dasz rady się nauczyć na ten egzamin, jest dla Ciebie za trudny; a tak? muszę się przyznać, że na pierwszy termin po prostu się nie nauczyłam; i lipton; zasmucona pomalowałam sobie trochę, posprzątałam i już mi lepiej;
wysłałam dziś list; marzyło mi się już dawno wysyłanie listów i dostawanie, jak za czasów Jane Austin; sielanka, romantyzm, sentymentalizm; cuuuudownie;
acha; z poprawy dostałam 5; żadnych emocji; tylko mnie to zasmuciło; gdybym dostała powiedzmy 3, to mogłabym sobie powiedzieć: Po prostu nie dasz rady się nauczyć na ten egzamin, jest dla Ciebie za trudny; a tak? muszę się przyznać, że na pierwszy termin po prostu się nie nauczyłam; i lipton; zasmucona pomalowałam sobie trochę, posprzątałam i już mi lepiej;
sobota, 12 lutego 2011
zabawki skazane na bycie
fajnie jest być zabawką; przedmiotem, którym można zapchać chwilę nudy; jeśli mnie potrzebujesz-jestem; jak już ci się znudzę- to do widzenia; co z tego, że już się przyzwyczaiłam; co z tego, że polubiłam; czy to ważne? oczywiście, że nie; przecież jestem tylko zabawką; zapychaczem czasu; który rzuca wszystko byle tylko być, gdy mnie potrzebujesz; szkoda tylko, że nie umiem się oduzależnić; szkoda, że nie umiem zrezygnować z bycia zabawką;
ciekawą opinię kiedyś usłyszałam: mamy takie życie, na jakie się samizgadzamy; według tej teorii osoby samotne chcą być samotne(albo bardziej: nie są gotowe by z kimś być i nie chcą się do tego przyznać)
powoli zaczynam zgadzać się z tą opinią; tylko ciężko mi zgodzić się na postrzeganie siebie jako istoty, która chce być sama, żałosna, rozgoryczona; na obraz osoby, która jest jak ten konik na biegunach- dzieciństwo się skończyło, konik na strych;
bardzo denerwują mnie porady typu: nie możesz szukać miłości za wszelką cenę; miłość cię znajdzie; ale też nie możesz siedzieć w domu i czekać na księcia z bajki; ja wiem, że to jest logiczne; ale jak słyszę takie teksty od osób w związkach; to aż mnie skręca; łatwo mówić jak już się znalazło kogoś z kim chcesz spędzić resztę życia; a jak się jest przypadkiem beznadziejnym? co jeśli nie jestem idealną A, która nie przejmowała się jak nikogo nie miała(bo wszystko ma swoją kolej rzeczy) i jest szczęśliwa kiedy już znalazła swojego pana;
mnie do furii doprowadza takie ułożone, idealne podejście do świata; a dlaczego? bo sama nie jestem idealna; moja pełna wad osobowość krzyczy pod naporem wszechobecnej potrzeby przynależności, poczucia bezpieczeństwa, spełnienia; nie jestem z tych cierpliwych, ale też nie z tych, które podejmują inicjatywę; zresztą każda moja inicjatywa kończy się porażką; bo uciekam za każdym razem gdy robi się "groźnie" albo jak to bywa ostatnio: to ode mnie uciekają; to się nazywa impas; sytuacja bez wyjścia; gdzie do cholery mój osioł??? ja się pytam; a raczej mój tygrysek bo dwa osiołki to raczej cienki los będą przędły;
ciekawą opinię kiedyś usłyszałam: mamy takie życie, na jakie się samizgadzamy; według tej teorii osoby samotne chcą być samotne(albo bardziej: nie są gotowe by z kimś być i nie chcą się do tego przyznać)
powoli zaczynam zgadzać się z tą opinią; tylko ciężko mi zgodzić się na postrzeganie siebie jako istoty, która chce być sama, żałosna, rozgoryczona; na obraz osoby, która jest jak ten konik na biegunach- dzieciństwo się skończyło, konik na strych;
bardzo denerwują mnie porady typu: nie możesz szukać miłości za wszelką cenę; miłość cię znajdzie; ale też nie możesz siedzieć w domu i czekać na księcia z bajki; ja wiem, że to jest logiczne; ale jak słyszę takie teksty od osób w związkach; to aż mnie skręca; łatwo mówić jak już się znalazło kogoś z kim chcesz spędzić resztę życia; a jak się jest przypadkiem beznadziejnym? co jeśli nie jestem idealną A, która nie przejmowała się jak nikogo nie miała(bo wszystko ma swoją kolej rzeczy) i jest szczęśliwa kiedy już znalazła swojego pana;
mnie do furii doprowadza takie ułożone, idealne podejście do świata; a dlaczego? bo sama nie jestem idealna; moja pełna wad osobowość krzyczy pod naporem wszechobecnej potrzeby przynależności, poczucia bezpieczeństwa, spełnienia; nie jestem z tych cierpliwych, ale też nie z tych, które podejmują inicjatywę; zresztą każda moja inicjatywa kończy się porażką; bo uciekam za każdym razem gdy robi się "groźnie" albo jak to bywa ostatnio: to ode mnie uciekają; to się nazywa impas; sytuacja bez wyjścia; gdzie do cholery mój osioł??? ja się pytam; a raczej mój tygrysek bo dwa osiołki to raczej cienki los będą przędły;
piątek, 11 lutego 2011
madness
wyrzucić z siebie wszystko, po prostu wyrzucić! dance makabre po prostu; egzystencjalne dno, intelektualna pustka;
może ja jestem za głupia na tą całą pedagogikę; nie umiem tego ogarnąć; czytam te teksty, opracowania; i ginę; złość już mnie taka ogarnia; rzucam tekstami dosłownie, jeden wylądował na podłodze, jestem WŚCIEKŁA, na siebie głównie; moja tępota przeraża; jak można tyle czytać i się uczyć i mimo to nic nie umieć; może ja się nie nadaję na studiowanie? może już przekroczyłam swój poziom inteligencji kończąc licencjat i na tym powinnam przestać; właściwie to co ja tu robię? beznadziejność; brak perspektyw na lepsze jutro; ciągle sobie przerwy robię; teksty szanownej pani a. czytałam już po dwa razy plus opracowania i dalej nie ogarniam o co w nich chodzi! niech to szlag! wiruje pośród pulsujących kategorii, fenomenologii, filozofii, zadań, dyferencjacji i nic mi z nich w głowie nie zostaje; hermeneutyczna spirala; obracam się w kółko;
i co najgorsze tylko ja jedna wspaniała nie zdałam tego egzaminu; dziewczyny się jakoś wybroniły; a ja? tępota łamane przez głupota; rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
hate myself; na dodatek jestem olewana, a właściwie to zostałam olana totalnie; czuję się teraz jak jakaś zabawka, która po tym jak wywołała wybuch entuzjazmu, znudziła się i poszła w odstawkę;
cuuuuuddddooooooooowwwwnnnnieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee !
życie jest piękne... :|
może ja jestem za głupia na tą całą pedagogikę; nie umiem tego ogarnąć; czytam te teksty, opracowania; i ginę; złość już mnie taka ogarnia; rzucam tekstami dosłownie, jeden wylądował na podłodze, jestem WŚCIEKŁA, na siebie głównie; moja tępota przeraża; jak można tyle czytać i się uczyć i mimo to nic nie umieć; może ja się nie nadaję na studiowanie? może już przekroczyłam swój poziom inteligencji kończąc licencjat i na tym powinnam przestać; właściwie to co ja tu robię? beznadziejność; brak perspektyw na lepsze jutro; ciągle sobie przerwy robię; teksty szanownej pani a. czytałam już po dwa razy plus opracowania i dalej nie ogarniam o co w nich chodzi! niech to szlag! wiruje pośród pulsujących kategorii, fenomenologii, filozofii, zadań, dyferencjacji i nic mi z nich w głowie nie zostaje; hermeneutyczna spirala; obracam się w kółko;
i co najgorsze tylko ja jedna wspaniała nie zdałam tego egzaminu; dziewczyny się jakoś wybroniły; a ja? tępota łamane przez głupota; rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
hate myself; na dodatek jestem olewana, a właściwie to zostałam olana totalnie; czuję się teraz jak jakaś zabawka, która po tym jak wywołała wybuch entuzjazmu, znudziła się i poszła w odstawkę;
cuuuuuddddooooooooowwwwnnnnieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee !
życie jest piękne... :|
wtorek, 8 lutego 2011
koszmar :D
jeden z najgorszych koszmarów zaczyna istnieć w rzeczywistości; moja kuchnia zamienia się w gruzowisko!!! wszędzie pył i brud; dance makabre; wróciłam dziś do domu i... o masakra; wszędzie- dosłownie wszędzie- brudno; żeby zasnąć to musiałam ogarnąć remont i posprzątać; no i dopiero się ogarnęłam z tym wszystkim aczkolwiek i tak nie pozwolili mi na posprzątanie korytarza :( chcę mieć ładną kuchnię, ale bez przesady....
wczoraj było strasznie; cały dzień spędziłam w mieszkaniu w krakowie; nie wiedziałam co ze sobą zrobić; czytałam, rysowałam, kleiłam i wycinałam; ale myślałam, że z bezczynności oszaleję; jak na złość wszystko było posprzątane dokładnie; zerowe fundusze nie pozwoliły na wycieczkę po sklepach; wolałam nie kusić losu; i czuję, że jestem gorszym człowiekiem po wczorajszym dniu;
ale po dzisiejszym chyba lepszym; zabrałyśmy dzisiaj z moją współwolontariuszką naszych chłopców do kina i do McSyfa :D bardzo ucieszyli się z tego drugiego; z pierwszego- nie wiadomo :D; ale z pierwszego obie panie wolontariuszki były zadowolone ze względu na niezwykle atrakcyjne widoki w osobie pana prowadzącego wykładzik o robotyce :D w ogóle to dziś był dzionek pełen przygód; i na pewno bardzo pozytywny dzięki wszechobecnemu i zaraźliwemu usmiechowi pewnej zgrabniutkiej szatynki;
udało mi się także odwiedzić pannę A. i odbębnić wizytę "na rajskiej";
także zaliczyłam dziś: wolontariat, odwiedziny u dawno nie widzianej koleżanki, łyk pozytywnej energii i całkiem ciekawe widoki; no i oczywiście :sprzątanie;
podsumowanie: bardzo udany dzień :)
wczoraj było strasznie; cały dzień spędziłam w mieszkaniu w krakowie; nie wiedziałam co ze sobą zrobić; czytałam, rysowałam, kleiłam i wycinałam; ale myślałam, że z bezczynności oszaleję; jak na złość wszystko było posprzątane dokładnie; zerowe fundusze nie pozwoliły na wycieczkę po sklepach; wolałam nie kusić losu; i czuję, że jestem gorszym człowiekiem po wczorajszym dniu;
ale po dzisiejszym chyba lepszym; zabrałyśmy dzisiaj z moją współwolontariuszką naszych chłopców do kina i do McSyfa :D bardzo ucieszyli się z tego drugiego; z pierwszego- nie wiadomo :D; ale z pierwszego obie panie wolontariuszki były zadowolone ze względu na niezwykle atrakcyjne widoki w osobie pana prowadzącego wykładzik o robotyce :D w ogóle to dziś był dzionek pełen przygód; i na pewno bardzo pozytywny dzięki wszechobecnemu i zaraźliwemu usmiechowi pewnej zgrabniutkiej szatynki;
udało mi się także odwiedzić pannę A. i odbębnić wizytę "na rajskiej";
także zaliczyłam dziś: wolontariat, odwiedziny u dawno nie widzianej koleżanki, łyk pozytywnej energii i całkiem ciekawe widoki; no i oczywiście :sprzątanie;
podsumowanie: bardzo udany dzień :)
i tak oto zaczęłam od minusów a skończyłam na plusach; to się nazywa pozytywne myślenie; jestem z siebie dumna; ale w sumie to tak się dziś naładowałam pozytywną energią, że ciągle się uśmiecham; jednak prawda to z tym uśmiechem; wystarczy jeden, żeby uszczęśliwić, a tyle co ja dziś rozdałam i dostałam... oooooo; starczy na cały miesiąc:D a nie zamierzam zaprzestawać w rozdawaniu;
acha i w końcu poczułam karnawał; bo przecież mamy karnawał, a całkiem o nim zapomniałam...
dobra już nic więcej nie piszę; bo się rozpiszę, a nie ma czasu :) odpływam w błogość;
niedziela, 6 lutego 2011
MŁA
Ja to dusza i ciało; moja dusza jako tako ma się dobrze; już dobrze; pora więc zabrać się za moje ciało; przede wszystkim brakuje mi ruchu; od czasów sesji zawiesiłam działalność fitnessową; samotne brzuszki nie dają efektów takich jakich bym się spodziewała; dwa tygodnie w domu mogą okazać się katastrofą na miarę Hiroszimy dla mojego organizmu;
dlatego podjęłam akcję: "Ratuj się każda komórko mojego ciało"!
zmotywowana artykułami mojej ulubionej gazetki MnZ podejmuje bój o zdrowe ciało; począwszy od włosów paznokci i cery na ogólnym wrażeniu estetycznym skończywszy;
nie, nie chce być chudsza; ani ładniejsza bo powiedzmy sobie szczerze: to nie dla mnie; ja chce być "fit"
a moim ideałem jest pani(tak tak już "pani", nie panna) M. wewnętrzne piękno w ślicznej powłoce :)
przede wszystkim jako iż jestem w domu muszę pilnować się dwa razy bardziej; i postawić na sprzątanie a nie na gotowanie; co może okazać się trudne, ale nie nie-do-wykonania; w tym domu zawsze jest coś do sprzątania; w krakowie jest mi dużo łatwiej, bo mam ograniczone ilości produktów spożywczych i jeszcze bardziej ograniczone fundusze; ostatnio nawet przestawiłam się głównie na owoce i warzywa co uznaję za swój sukces, a od dwóch tygodni nie skosztowałam "mojego ulubionego ciastka krakowskiego";
w domku po dwóch dniach pobytu zaliczyłam wszystko co niezdrowe(moja mama zakupiła piekielne urządzenie pt opiekacz do kanapek); dzisiaj jakkolwiek zorientowałam się co się dzieje; i trzymam się mocno postanowień;
wiem, że i tutaj mogę się zdrowo odżywiać i dbać o siebie; właściwe nastawienie działa cuda;
przeszłam ostatnio mały kryzys a propo egzaminu z pedagogiki, ale myślę, że już jestem na prostej; lekki dystans, dobry film i wsparcie wokół zdziałały cuda; pozytywna mobilizacja działa; zamierzam w nadchodzącym tygodniu poświęcić się przyjemnym lekturom "dodatkowym" i nauce tekstów na poprawę; mam w zapleczu książeczki "Coco"; "O człowieku który chciał być szczęśliwy"; "Targowisko próżności" i inne; zobaczymy na ile czas pozwoli; już się ciesze;
wracam również do świata filmu, po dość długiej przerwie około sesyjnej, kiedy to jedyną rozrywką na ekranie mojego laptopa byli "Przyjaciele"; na mały ekran wracają filmy większego formatu;
życie czas zacząć; i jedna poprawka w niczym mi nie przeszkodzi;
dlatego podjęłam akcję: "Ratuj się każda komórko mojego ciało"!
zmotywowana artykułami mojej ulubionej gazetki MnZ podejmuje bój o zdrowe ciało; począwszy od włosów paznokci i cery na ogólnym wrażeniu estetycznym skończywszy;
nie, nie chce być chudsza; ani ładniejsza bo powiedzmy sobie szczerze: to nie dla mnie; ja chce być "fit"
a moim ideałem jest pani(tak tak już "pani", nie panna) M. wewnętrzne piękno w ślicznej powłoce :)
przede wszystkim jako iż jestem w domu muszę pilnować się dwa razy bardziej; i postawić na sprzątanie a nie na gotowanie; co może okazać się trudne, ale nie nie-do-wykonania; w tym domu zawsze jest coś do sprzątania; w krakowie jest mi dużo łatwiej, bo mam ograniczone ilości produktów spożywczych i jeszcze bardziej ograniczone fundusze; ostatnio nawet przestawiłam się głównie na owoce i warzywa co uznaję za swój sukces, a od dwóch tygodni nie skosztowałam "mojego ulubionego ciastka krakowskiego";
w domku po dwóch dniach pobytu zaliczyłam wszystko co niezdrowe(moja mama zakupiła piekielne urządzenie pt opiekacz do kanapek); dzisiaj jakkolwiek zorientowałam się co się dzieje; i trzymam się mocno postanowień;
wiem, że i tutaj mogę się zdrowo odżywiać i dbać o siebie; właściwe nastawienie działa cuda;
przeszłam ostatnio mały kryzys a propo egzaminu z pedagogiki, ale myślę, że już jestem na prostej; lekki dystans, dobry film i wsparcie wokół zdziałały cuda; pozytywna mobilizacja działa; zamierzam w nadchodzącym tygodniu poświęcić się przyjemnym lekturom "dodatkowym" i nauce tekstów na poprawę; mam w zapleczu książeczki "Coco"; "O człowieku który chciał być szczęśliwy"; "Targowisko próżności" i inne; zobaczymy na ile czas pozwoli; już się ciesze;
wracam również do świata filmu, po dość długiej przerwie około sesyjnej, kiedy to jedyną rozrywką na ekranie mojego laptopa byli "Przyjaciele"; na mały ekran wracają filmy większego formatu;
życie czas zacząć; i jedna poprawka w niczym mi nie przeszkodzi;
czwartek, 3 lutego 2011
back step: studniówka
cofnęłam się w czasie dzisiaj; obejrzałam płytę ze studniówki; wróciła trauma liceum; co to było wtedy? ciekawe czy gdybym teraz spotkała pewnego osobnika to sprawy potoczyłyby się inaczej....
na pewno inaczej... ja jestem inną Kasią...taka pewnie by się mu nie podobała.... buuuu
na pewno inaczej... ja jestem inną Kasią...taka pewnie by się mu nie podobała.... buuuu
wtorek, 1 lutego 2011
hatress; back stepping
jak ja siebie dzisiaj nie lubię! w ogóle to wszystkie złe emocje się we mnie kumulują; mój organizm już nie wydala; jeden egzamin; nienawidzę siebie; może ja się nie nadaję do niczego; może powinnam zrezygnować z wszystkich innych aktywności?
dlaczego tak bardzo potrzebuję pocieszania? dlaczego nie mogę być samowystarczalna? tak bardzo bym chciała; od niedawna zaczynam postrzegać siebie tak naprawdę, bo do tej pory to chyba przez krzywe zwierciadło się widziałam; co za dzień! wczoraj było super; dziś rano też; a jednak...
wiedziałam że nie będę mieć dst; wiedziałam, że zawaliłam ten egzamin; wiedziałam, a mimo to porażka boli; JA mam ndst; JA! jestem najgorsza.... całą noc siedziałam i się uczyłam, całą noc!!! wypiłam kawę- JA! cała moja teoria o sobie runęła dziś jak domek z kart; może i powinnam się nauczyć ponosić porażki ale chyba nie umiem; moje przekonanie o tym, że muszę być najlepsza, a przynajmniej na równi zabija mnie; dzisiaj szczególnie;
w domu będą mieć radoche; du du du dum;
hate myself; żałosne;
dlaczego tak bardzo potrzebuję pocieszania? dlaczego nie mogę być samowystarczalna? tak bardzo bym chciała; od niedawna zaczynam postrzegać siebie tak naprawdę, bo do tej pory to chyba przez krzywe zwierciadło się widziałam; co za dzień! wczoraj było super; dziś rano też; a jednak...
wiedziałam że nie będę mieć dst; wiedziałam, że zawaliłam ten egzamin; wiedziałam, a mimo to porażka boli; JA mam ndst; JA! jestem najgorsza.... całą noc siedziałam i się uczyłam, całą noc!!! wypiłam kawę- JA! cała moja teoria o sobie runęła dziś jak domek z kart; może i powinnam się nauczyć ponosić porażki ale chyba nie umiem; moje przekonanie o tym, że muszę być najlepsza, a przynajmniej na równi zabija mnie; dzisiaj szczególnie;
w domu będą mieć radoche; du du du dum;
hate myself; żałosne;
Subskrybuj:
Posty (Atom)