czwartek, 31 marca 2011

inspiracje

szukam inspiracji; do gotowania, czytania, sprzątania, ćwiczeń, do życia; szukam wszędzie: na blogach kulinarnych, w książkach, w ścieraniu kurzy, bieganiu, długich spacerach, muzyce, filmach; szukam; nie umiem poprzestać na tym co już mam; nie lubię bezczynności; za to uwielbiam robić różne rzeczy z pasją;
czytając blogi różniaste poznaję osóbki perfekcjonistyczne, których potrawy i wypieki są idealne; pięknie wyglądają, mają idealną konsystencję i smak; wszystkie te idealne kucharki ... zazdroszczę im, ale sama nie uważam się za "biedniejszą"; bo wydaje mi się, że pasja nie polega na tym, żeby robić coś idealnie, perfekcyjnie; myślę, że istotniejsze jest to, żeby w daną czynność wkładać całe swoje serce, całego siebie; dajmy na ten przykład: gotowanie; czy ja gotuję świetnie? nie, zdecydowanie nie; ale kocham gotować, sama czynność sprawia mi ogromną radość; gotowanie jest sztuką; każdy etap przyrządzania posiłku jest fenomenalny, wszelkie zapachy i kolory są rozkoszą dla oczu i nosa... a efekt końcowy? no cóż, nie będę kłamać i nie powiem, że nie ma znaczenia; oczywiście, że ma; ale nie każda muffinka musi być idealnie wyrośnięta( a propo: tydzień temu wyrzuciłam dwie blachy muffinek kawowych; wyszły ochydne :); nie każdy sos musi zachwycać i nie każda zupa smakować; oczywiście to, że potrawa smakuje docelowym obiektom sprawia niezaprzeczalną przyjemność i też jest elementem sztuki kulinarnej; aczkolwiek u mnie w domu moje potrawy rzadko smakują domownikom; za to prawie zawsze mnie i moim znajomym; ale to już z innej beczki(u mnie w domu po prostu króluje rosół i kotlet z ziemniakami; wszelkie nowinki przyjmowane są baaardzo niechętnie, a moje wyczyny makaronowe nie spotykają się z entuzjazmem);
tak więc wracając do pasji... gotowanie to moja pasja, dzięki niej czekam na weekend z niecierpliwością; każdy nowy przepis budzi we mnie pokłady entuzjazmu i zapału do pracy; podobnie z książkami; nie pamiętam już kiedy odkryłam po raz pierwszy magię książek; pamiętam jednak, że zawsze książki gdzieś tam były obok; nawet w czasach kryzysu licealnego, kiedy niestety moje czytelnictwo miało kryzys; szczęściem dawno kryzys zażegnałam, i teraz znowu czytam, czytam, czytam; a co najlepsze ciągle to swoje czytanie rozwijam: odkąd zaczęłam swoją karierę z literaturą przeszłam przez wszystkie możliwe rodzaje i gatunki; nowy wymiar czytania osiągnęłam jakiś czas temu /zdaje się rok temu ponad/; zaczęłam fascynację książkami w języku angielskim; na razie jestem na takim etapie, że czytam książki raczej lekkiego kalibru; właściwie to zaczęłam od Kubusia Puchatka ten "sezon" na angielski(chociaż już wcześniej czytałam jakieś tam książki); obecnie czytam Charlie and the chocolate factory;(właściwie to jest połączenie dwóch moich pasji- czytania i gotowania... i poniekąd też trzeciej jaką jest film; bo na podstawie książki powstał film wyreżyserowany przez Burtona);
i tak każda moja fascynacja daje mi siły do życia, pogodę ducha, szczęście, pozytywny nastrój... są mi konieczne do egzystencji; i cieszę się bardzo, że odkryłam je w sobie; zamierzam kontynuować i czerpać z nich radość jak długo tylko się da!!!
There is no end and there is no beginning
There is only the passion of life
Passion is universal humanity
Passion is the genesis of genius
Follow your passion and success will follow you!

poniedziałek, 28 marca 2011

Humpty Dumpty



Nie wiem gdzie pierwszy raz usłyszałam, czy przeczytałam tą rymowankę; ale spodobała mi się od razu;  podobno owa rymowanka pierwotnie była zagadką, powtarzaną wszem i wobec dopóki rozwiązanie nie było znane wszem i wobec;(rozwiązaniem jest jajko); Humpty może być kojarzony z Alicją z Krainy Czarów; tam bowiem monologował z główną bohaterką, w krainie po drugiej stornie lustra; hmmm; chyba będę musiała wrócić do Alicji tym razem jednak w wersji anglojęzycznej;
skończyłam pierwszy tom; a raczej tomisko Vanity Fair; czyli po polskiemu Targowisko próżności; autor to miał wenę; żeby tak pokomplikować; wow; co się tam nie dzieje; ale szczerze powiedziawszy to dopiero końcówka wciągnęła mnie jakoś, tak bardziej, bo pierwszą połowę, to tak troszkę męczyłam; ale: zabieram się do drugiej części; i niech moc będzie ze mną;
wiosna wiosna; i już dziś muszę się pochwalić; byłam biegać; niedaleko, ale jednak i troszkę poćwiczyłam; w każdym bądź razie ruszać się trzeba; i zaczynam mniej gotować, po prostu chyba wpadłam w taki wir gotowania i jedzenia, że masakra; obecnie mam fazę makaronów, a jak wiadomo są to produkty jedzone z sosami i niestety wysoko kaloryczne;
albo nie; nie przestanę gotować, a jedynie zacznę gotować zdrowiej; co nie będzie trudne przy wiosennej rozrywce owocowo-warzywnej;
acha opowiem może jeszcze o moim zeszło-tygodniowym eksperymencie pt "tydzień wegetariański"; nie jadłam mięsa!!! myślałam, że dla mnie to będzie jakieś strasznie trudne; bo to zawsze, jak się nie może czegoś jeść to najbardziej masz na to ochotę; jednak, jak się okazało wcale to takie trudne nie było, wręcz przeciwnie; całkiem milutko było jeść sobie makarony i warzywka i inne pysznościowe wegańskie potrawy, nie zauważyłam jak mi zleciał tydzień, a ja za mięskiem wcale nie tęskniłam; jakkolwiek obiad niedzielny tradycyjnie z mięskiem już zjadłam; głównie ze względu na moją mamę; nie przeszłoby u mnie w domu odmówienie posiłku z powodu eksperymentu wegetariańskiego;
i tak oto nowe projekty czekają na realizację; wiosenny wietrzyk wieje owiewając mnie nadzieją i promiennymi perspektywami; Humpty Dumpty wszystkim;

poniedziałek, 21 marca 2011

King's speech

just watched "King's speech"; like it, but not brilliant; i love english so i am not objective; and also i like Bonham-Carter and Firth and others; and i guess speech problems, dificult childhood made this movie close to my interests-OK i'm very subjective; but still: didn't swept me off my knees; and i was asked to compare two movies: Kings speech and Black Swan(which i watched latly); and must say: can not compare, they're both great movies; i liked Black Swan and Portman; but liked King's speech either; can't choose witch one is better; maybe i should watch them both for the second time and than, i guess, i could make the decision; but not now; why english? well; i think i miss english- i haven't watched anything in english nor read a book nor be very active on my english lessons; just wandering...how many mistakes i'm making; i'm begging for forgivness... but also... please correct me:) i know that some of you can correct me;
odstawię może angielski, żeby się nie kompromitować; chora jestem; grypsko jakieś mnie złapało; katar mnie dobija, powoli katuje mnie i moje otoczenie, że też musiałam wracać do Krakowa; w domku było tak miło; ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło; w domu nie miałam laptopa, więc raczej nic bym nie obejrzała, jak również nic bym nie napisała...
co do pisania... piszę listy; aczkolwiek nie dostałam ani jednej odpowiedzi; smutne; to chyba nie jest tak wiele- odpisać na list; nie mówię przecież o elaboratach na kilka stron, ale choćby o krótkiej notce na pół strony; raczej przygnębiające to wszystko; istnieje bowiem prawdopodobieństwo, iż jeden z moich listów w ogóle nie doszedł; ale to nic; myślę, że nadal będę wysyłać listy; tylko już do innych osób tym razem; myślę, że w końcu ktoś odpisze...
i jeszcze coś z angielskiej poezji... A. Bronte,
I wish I could see how the ocean is lashing
The foam of its billows to whirlwinds of spray;
I wish I could see how its proud waves are dashing,
And hear the wild roar of their thunder to-day! 

środa, 16 marca 2011

where i can find happiness

pisałam dziś wypracowanie o moim wymarzonym domu; co ciekawe w ogóle nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie, jak takowy miałby wyglądać; wiem dokładnie, jaki miałby być; jak miałaby wyglądać kuchnia, łazienka, sypialnia, pokój z kominkiem i wyjściem na werandę....umiałabym nawet opisać widok z okna; jednak kiedy skończyłam pisać, dotarło do mnie coś ciekawego: ten cały dom...nieważne jak będzie wyglądał; mój wymarzony dom to taki, w którym będzie dużo miłości i uśmiechnięte dzieci; taki pachnący chlebem, emanujący ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa; i tak naprawdę, to jest dla mnie najważniejsze; chciałabym, żeby mój dom wypełniał gwar bliskich mi osób, i żeby zawsze znalazło się tam miejsce dla zbłąkanej duszyczki, którą będę także ja; w takim domu będę szczęśliwa; taki dom chciałabym stworzyć;
przechodziłam dziś obok kamienicy, której drzwi były otwarte, dobiegł mnie więc ten zapach... bardzo specyficzny; tajemniczy, wilgotny, przesiąknięty latami, które minęły i ludźmi, którzy przecierali wiekowe schody; zawsze odnoszę wrażenie, że takie kamienice mają dusze i szeptem opowiadają swoje historie;
mój dom też będzie miał duszę... i będę szczęśliwa;

wtorek, 15 marca 2011

makaronowy boks;

właśnie skończyłam oglądać film, "Fighter"; bardzo mi się spodobał; jeden z moich ulubieńszych aktorów; a film trzyma w napięciu; chciałabym mieć chociaż połowę takiej kondycji jak główny bohater; świetnie się oglądało mimo że większość scen na ringu oglądałam przez palce;
kiedy film jest dla mnie dobry? po czym poznaje? różnie to bywa; ale dość często wiem, że film jest dobry, gdy na końcu filmu główny bohater jest moją ulubioną postacią i przeżywam jego losy jak kogoś bliskiego mimo, że na początku filmu w ogóle mi się nie podoba, a wręcz mnie odpycha; tak było tu.... początkowo bohater grany przez Wahlberg'a w żaden sposób nie przypadł mi do gustu, ani fizycznie ani osobowościowo...nic; ale jak akcja się rozwijała tak ja zaczęłam lubić pana M.; a do brata się nie przekonałam; chociaż szanuję więzy braterskie;
w podsumowaniu: jest do czego wracać;
z życia: chyba się przećwiczyłam wczoraj na fitnessie albo przedobrzyłam z czerwoną herbatą; podejrzewam to drugie; już dawno nie piłam a od wczoraj serwuję sobie potężne dawki; przystopuj sobie Kasiu; chyba już jestem zmęczona...taaak; chyba tak;
z nowości kulinarnych: rozwijam się! obecnie jestem w fazie makaronów; przeszłam tydzień lasagni; tydzień conchiglioni; i makaron z różnorakimi sosami; i właściwie w tym kierunku się rozwijałam; nie piekłam, nie gotowałam nic poza tym; makarony górą; Włosi są genialni;

czwartek, 10 marca 2011

tak dawno nie pisałam... nie mam za dobrego wytłumaczenia, a zresztą dlaczego miałabym się tłumaczyć;
ostatnio mój komputer zawiesił swoją działalność, ale szczęściem już ją wznowił dzięki pomocy uczynnych ludzi:); ależ ja mam wyjątkowe osoby wokół siebie;
z innej beczki; od jakiegoś czasu jestem ewidentnie szczęśliwa(nie tak w 100% ale jednak:); wreszcie znalazłam swoje miejsce w świecie i cel w życiu; wiem czego chce i jak mam to osiągnąć; pozwoliłam sobie na nieprzewidywalność, zmienność i chwile słabości; nie zamierzam walczyć z wiatrakami, ale też nie zamierzam potulnie przyjmować tego, co życie mi podyktuje; mam tyle marzeń i energii żeby je realizować; mam tyle opcji do wyboru; studiuje to co naprawdę mi się podoba(tak, wreszcie czuję, że to to; że po 22 latach życia w końcu czuję gdzie jest moje miejsce);
mam swoje pasje, i choć komuś mogą wydawać się banalne to mnie sprawiają wiele przyjemności; dzięki nim mogę pełniej korzystać z życia i wiem, że jest coś więcej niż praca, nauka, obowiązki; świat jest taki ciekawy-dlaczego zamykać się w "czterech ścianach" swoich powinności i szarości dnia codziennego, który zasadniczo wcale szary być nie musi:)
wiatr w żagle i na podbój świata