Eric Emanuel Schmitt. Jedna z moich książkowych rewelacji. Poznałam go zachęcona przez pewną osóbkę, która to osóbka umożliwiła mi dostęp do książek owego autora. To była miłość od drugiego wejrzenia. Bo pierwsze gdzieś tam przeszło i umknęło niezauważone. Tym pierwszym spotkaniem był "Oskar i Pani Róża". Książka przeczytana kilka lat temu, wiem że się mi podobała ale chyba jakoś przeszłam nad nią do porządku dziennego. W tym roku jednak przeczytałam ją ponownie i sięgnęłam po kolejne książki tego autora. Za każdym razem czytam je z zapartym tchem, odrywając wzrok od literek jedynie w razie katastrofy, takiej jak brak herbaty w kubeczku.
Schmitt ma w sobie coś magnetycznego. Jego książki zmuszają do myślenia. Do zastanowienia się nad światem. Takie książki lubię najbardziej. Dzięki którym patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość z troszkę innej perspektywy, dzięki którym widzę świat inaczej niż do tej pory, które zwracają uwagę na to, co niedostrzegalne albo pomijane na co dzień.
Taka właśnie jest książka, którą znalazłam na bibliotecznej półeczce. "Kobieta w lustrze" E.E. Schmitta. Tomisko konkretne. Lektura, która dostarcza przyjemności przynajmniej na dwa wieczory. Zaczynasz czytać i Cię pochłania. To jedna z tych nielicznych pozycji, które czytam do późna w nocy a potem wstaje wcześnie rano, żeby dokończyć. To jedna z tych książek, której nie da się opisać. Przynajmniej ja nie umiem i nie chce. Są takie książki, których nie da się zamknąć w kilku słowach opisu. Kilku zdaniach recenzji na końcu książki. Owszem recenzja jest. Opis też. Ale szczerze: nigdy bym po tą książkę nie sięgnęła sugerując się tylko i wyłącznie opisem na okładce. Przyciągnęła mnie magia nazwiska autora. Kto jeszcze nie czytał gorąco polecam. Dla mnie to książka o fascynujących kobietach, szukaniu siebie, swojego miejsca w świecie, potędze naszego umysłu, podporządkowaniu normom społecznym ale też wyrwaniu się z tych norm. Zachwycona.
sobota, 29 września 2012
Chlebek naan
Do wspomnianej wcześniej zupy indyjskiej najlepsze na świecie pieczywo to chlebki naan. Moja wersja to wersja lekko uproszczona i dostosowana do warunków mojej kuchni. Prosty, szybki przepis, który pozwala się cieszyć chlebkami własnego wyrobu na co dzień. Doskonały dodatek do wszelkich zup, gulaszy a nawet na śniadanie... jem jak zwykły chleb. Pyszota.
Składniki:
Składniki:
- 450 g mąki
- szczypta soli
- łyżka cukru
- jajko
- 200 ml mleka
- 2 łyżki oleju
- garstka czarnuszki/sezamu/maku co kto lubi
zupa
Zrobiłam zupę. Indyjską. Aromatyczną. Sycącą. Rozgrzewającą. Idealna na jesienne dni.Coś innego, coś zdrowego. Genialny pomysł na obiad. A przynajmniej jego początek. W połączeniu z chlebkiem naan-niebo w gębie.
Składniki:
Pychota.
Składniki:
- duża cebula
- 2 łyżki masła
- ząbek czosnku
- 3 łyżeczki przyprawy garam masala(ja nie miałam tej przyprawy więc dałam ciut więcej curry, łyżeczkę papryki czerwonej, pół łyżeczki kminku mielonego, szczyptę sporą ziela angielskiego mielonego, szczyptę pieprzu cytrynowego)
- 2 łyżeczki ostrego curry
- łyżeczka chili
- łyżeczka imbiru
- 1,5 litra rosołu(ja wlałam wywar z kostki)
- pół łyżeczki cynamonu
- liść laurowy
- 20 dag soczewicy
- 2-3 marchewki
- por
- 4 pomidory
- sól, cukier
Pychota.
środa, 26 września 2012
Strudel
Jeeeej w końcu się udało. Upiekłam strudel z jabłkami. I wyszedł!!! Historia tego ciasta sięga prehistorii. Od dawien dawna przepis ten budził mój zachwyt i szczere pragnienie spróbowania owego specjału rodem z Niemiec. Każda książka kucharska zawierająca przepis na strudel budziła we mnie postanowienie zrobienia tego wypieku. Każdy program telewizyjny wywoływał taką samą reakcje: tak, zrobię to! I nigdy nie robiłam.
Zawsze stwierdzałam, że na pewno nie uda mi się tak idealnie ciasta rozciągnąć.
Dziś jednak nastąpił przełom. Może to desperacja wywołana lawiną niepowodzeń kuchennych, nie wiem.
Najważniejsze, że się w końcu udało. Upiekłam strudel z jabłkami. I wyszedł genialny. Chrupiące, cieniutkie ciasto. Soczyste, delikatne jabłka... Idealne. I co ciekawe bardzo łatwe. Składniki są tanie i jest ich minimalna ilość. Ciasto rozpływa się w ustach. Zarówno na ciepło jak i na zimno. Ledwie upiekłam jednego, wyciągnęłam z piekarnika, spróbowałam, rozdałam sąsiadkom po kawałeczku.... i zdecydowałam upiec kolejnego, tym razem z serem.
Jak dla mnie to ciasto jest fenomenalnie proste, tanie i pyszne. Coś czuję, że będzie częęęęęsto się pojawiać na naszym stole. Tym bardziej, że tyle teraz jabłek w ogrodzie czy na targu.
Do ciasta polecam herbatkę i książkę. Ewentualnie przyjemną muzykę... O np taką. Moja nowa inspiracja:)
A oto i przepis:
1. Ciasto:
1.Wszystkie składniki ciasta wkładamy do miski i mikserem łączymy je na szybkich obrotach.
2. Następnie, gdy wszystkie składniki się połączą dokładnie, wykładamy ciasto na blat i podsypując minimalnie mąką wyrabiany ok 5 minut.
3. Pod koniec wyrabiania, gdy ciasto będzie już lśniące, elastyczne i nieklejące sie(bo na początku będzie się bardzo kleić:) ciasto bierzemy do ręki i rzucamy nim o blat :p tak jest:) podobnie jak przy faworkach ciasto trzeba porządnie "obić", ja obijam 100 razy:)
4. Następnie ciasto układamy na talerzu posmarowanym olejem i odstawiamy na ok 30 minut.
5. Teraz przystępujemy do nadzienia. Jabłka obieramy i kroimy w kostkę-grubo. Rodzynki możemy namoczyć w rumie bądź tak jak ja to zrobiłam w gorącej wodzie z olejkiem rumowym. Składniki nadzienia mieszamy razem, odstawiamy.
6. Nastawiamy piekarnik na 200 stopni. Blaszkę płaską wykładamy papierem do pieczenia.
7. Teraz najtrudniejsza część/ale wcale nie taka trudna/. Na blacie/stole rozkładamy sobie albo dwie czyste ściereczki kuchenne albo większy kawałek prześcieradła/obrusu cokolwiek materiałowego. Opruszamy dość obficie mąką całą powierzchnie. To ważne, bo inaczej ciasto się nam przyklei.
8. Na środek naszego materiału wykładamy ciasto, które powinno być lśniące i baaaardzo elastyczne.
9. Bierzemy w ręce wałek i delikatnie, ruchami od wewnątrz na zewnątrz ciasta wałkujemy. Gdy ciasto będzie już prostokątem o wielkości ok 1/3 ściereczek zaczynamy rozciąganie rękami czyli etap 2 wałkowania.
10. Ręce delikatnie wsuwamy pod ciasto i rozciągamy je do siebie, uważamy na dziury. Ewentualne dziury zalepiamy podobno ciastem oderwanym z brzegów, ja nie wiem bo mnie się nigdzie dziury nie zrobiły. Rozciągamy na całą długość materiału. Aż przez ciasto będzie widać wzór ściereczki.
11. Gdy ciasto jest już cieniutkie, jak pergamin smarujemy je stopionym masłem. Aczkolwiek nie dosłownie. Maczamy pędzelek w masełku i "opruszamy" ciasto tłuszczem. Tak żeby nie dotykać pędzlem powierzchni ciasta, bo jak nic się nam porwie, a tego nie chcemy:) Nie zużywamy całego masła. Zostawiamy kilka łyżek
12. Dalej posypujemy ciasto delikatnie bułka tartą, która wchłonie ew sok z jabłek.
13. Teraz nasze jabłka wykładamy wzdłuż krótszego boku ciasta. Układamy je w zgrabny kopczyk, uważamy żeby nie było zbyt dużo soku.
14. Teraz bierzemy w obie ręce końce naszej ściereczki i unosząc je delikatnie, zawijamy ciasto. Dokładnie zlepiamy końce i odcinamy nadmiar ciasta.
15. Przenosimy ciasto na blaszkę. Ostrożnie! Ja to robię na ściereczce. I potem jak już jesteśmy bezpiecznie na pokładzie wyciągam ściereczkę jednym ruchem ręki.
16. Na koniec smarujemy masełkiem, które nam zostało. I wkładamy do piekarnika na 45 minut. Tak żeby się zrumieniło ciasto. Po ok 30 minutach możemy sprawdzić jak wygląda sytuacja i ocenić ile czasu jeszcze potrzebuje nasz strudel:)
Najlepszy podobno ciepły. Mnie smakuje i taki i taki:) Na zimno jest bardziej chrupiący. Smak obłędny. Maksymalnie jesienny.
Zawsze stwierdzałam, że na pewno nie uda mi się tak idealnie ciasta rozciągnąć.
Dziś jednak nastąpił przełom. Może to desperacja wywołana lawiną niepowodzeń kuchennych, nie wiem.
Najważniejsze, że się w końcu udało. Upiekłam strudel z jabłkami. I wyszedł genialny. Chrupiące, cieniutkie ciasto. Soczyste, delikatne jabłka... Idealne. I co ciekawe bardzo łatwe. Składniki są tanie i jest ich minimalna ilość. Ciasto rozpływa się w ustach. Zarówno na ciepło jak i na zimno. Ledwie upiekłam jednego, wyciągnęłam z piekarnika, spróbowałam, rozdałam sąsiadkom po kawałeczku.... i zdecydowałam upiec kolejnego, tym razem z serem.
Jak dla mnie to ciasto jest fenomenalnie proste, tanie i pyszne. Coś czuję, że będzie częęęęęsto się pojawiać na naszym stole. Tym bardziej, że tyle teraz jabłek w ogrodzie czy na targu.
Do ciasta polecam herbatkę i książkę. Ewentualnie przyjemną muzykę... O np taką. Moja nowa inspiracja:)
A oto i przepis:
1. Ciasto:
- 250 g mąki
- szczypta soli
- 1 jajko
- łyżka masła
- 100 ml mleka lekko ciepłego
- 1 łyżka octu
- 5 jabłek kwaśnych i mało soczystych
- garść rodzynek
- garść bułki tartej
- 100 g masła stopionego
- cynamon, 3 goździki, 2 łyżki cukru
- 1/2 szkl wody gorącej, olejek rumowy/ rum
1.Wszystkie składniki ciasta wkładamy do miski i mikserem łączymy je na szybkich obrotach.
2. Następnie, gdy wszystkie składniki się połączą dokładnie, wykładamy ciasto na blat i podsypując minimalnie mąką wyrabiany ok 5 minut.
3. Pod koniec wyrabiania, gdy ciasto będzie już lśniące, elastyczne i nieklejące sie(bo na początku będzie się bardzo kleić:) ciasto bierzemy do ręki i rzucamy nim o blat :p tak jest:) podobnie jak przy faworkach ciasto trzeba porządnie "obić", ja obijam 100 razy:)
4. Następnie ciasto układamy na talerzu posmarowanym olejem i odstawiamy na ok 30 minut.
5. Teraz przystępujemy do nadzienia. Jabłka obieramy i kroimy w kostkę-grubo. Rodzynki możemy namoczyć w rumie bądź tak jak ja to zrobiłam w gorącej wodzie z olejkiem rumowym. Składniki nadzienia mieszamy razem, odstawiamy.
6. Nastawiamy piekarnik na 200 stopni. Blaszkę płaską wykładamy papierem do pieczenia.
7. Teraz najtrudniejsza część/ale wcale nie taka trudna/. Na blacie/stole rozkładamy sobie albo dwie czyste ściereczki kuchenne albo większy kawałek prześcieradła/obrusu cokolwiek materiałowego. Opruszamy dość obficie mąką całą powierzchnie. To ważne, bo inaczej ciasto się nam przyklei.
8. Na środek naszego materiału wykładamy ciasto, które powinno być lśniące i baaaardzo elastyczne.
9. Bierzemy w ręce wałek i delikatnie, ruchami od wewnątrz na zewnątrz ciasta wałkujemy. Gdy ciasto będzie już prostokątem o wielkości ok 1/3 ściereczek zaczynamy rozciąganie rękami czyli etap 2 wałkowania.
10. Ręce delikatnie wsuwamy pod ciasto i rozciągamy je do siebie, uważamy na dziury. Ewentualne dziury zalepiamy podobno ciastem oderwanym z brzegów, ja nie wiem bo mnie się nigdzie dziury nie zrobiły. Rozciągamy na całą długość materiału. Aż przez ciasto będzie widać wzór ściereczki.
11. Gdy ciasto jest już cieniutkie, jak pergamin smarujemy je stopionym masłem. Aczkolwiek nie dosłownie. Maczamy pędzelek w masełku i "opruszamy" ciasto tłuszczem. Tak żeby nie dotykać pędzlem powierzchni ciasta, bo jak nic się nam porwie, a tego nie chcemy:) Nie zużywamy całego masła. Zostawiamy kilka łyżek
12. Dalej posypujemy ciasto delikatnie bułka tartą, która wchłonie ew sok z jabłek.
13. Teraz nasze jabłka wykładamy wzdłuż krótszego boku ciasta. Układamy je w zgrabny kopczyk, uważamy żeby nie było zbyt dużo soku.
14. Teraz bierzemy w obie ręce końce naszej ściereczki i unosząc je delikatnie, zawijamy ciasto. Dokładnie zlepiamy końce i odcinamy nadmiar ciasta.
15. Przenosimy ciasto na blaszkę. Ostrożnie! Ja to robię na ściereczce. I potem jak już jesteśmy bezpiecznie na pokładzie wyciągam ściereczkę jednym ruchem ręki.
16. Na koniec smarujemy masełkiem, które nam zostało. I wkładamy do piekarnika na 45 minut. Tak żeby się zrumieniło ciasto. Po ok 30 minutach możemy sprawdzić jak wygląda sytuacja i ocenić ile czasu jeszcze potrzebuje nasz strudel:)
Najlepszy podobno ciepły. Mnie smakuje i taki i taki:) Na zimno jest bardziej chrupiący. Smak obłędny. Maksymalnie jesienny.
poniedziałek, 24 września 2012
cinnamon rolls
ostatnio nic mi nie wychodzi, każdy wypiek(o ile nie jest to ciasto drożdżowe) okazuje się zakalcem ewentualnie niejadalną breją; nie wiem co się dzieje, kryzys jakiś czy co? brakuje mi inspiracji motywacji itd;
jedynym pocieszeniem jest jeszcze ciasto drożdżowe, kochane słodziutkie pyszniutkie zawsze udane:)
dlatego dzisiaj przepis na cynamonowe ślimaczki nad którymi zachwycam się któryś już tydzień z kolei i nigdy mi ich nie jest mało...właściwie to mogłabym je jeść cały dzień.... coś mnie ma ku drożdżom hmmm ciekawe dlaczego, no ale mój organizm wie lepiej czego mu trzeba, jeśli akurat teraz ma ochotę na drożdże to czemu nie:)
Oto i przepis:
jedynym pocieszeniem jest jeszcze ciasto drożdżowe, kochane słodziutkie pyszniutkie zawsze udane:)
dlatego dzisiaj przepis na cynamonowe ślimaczki nad którymi zachwycam się któryś już tydzień z kolei i nigdy mi ich nie jest mało...właściwie to mogłabym je jeść cały dzień.... coś mnie ma ku drożdżom hmmm ciekawe dlaczego, no ale mój organizm wie lepiej czego mu trzeba, jeśli akurat teraz ma ochotę na drożdże to czemu nie:)
Oto i przepis:
- pół kilograma mąki
- szczypta soli
- 1,5 szklanki mleka
- 3-4 łyżki masła
- 4 dag drożdży świeżych
- dwie łyżki cukru+ 4 łyżki do nadzienia
- jajko
- cynamon
- Drożdże rozpuszczamy w 0,5 szklanki ciepłego mleka. Ja to mleko podgrzewam minute w mikrofali, jest idealne. Dodajemy 2 łyżki cukru i posypujemy ok łyżką mąki. Odstawiamy na minimum 5 minut. Można więcej ale raczej nie dłużej niż 20 minut. Ma wyrosnąć. Minimalny czas oznacza, że na powierzchni rozczynu zaczynają się pojawiać bąbelki co oznacza że drożdże zaczęły pracować. Zasadniczo o to nam chodzi.
- Masło roztapiamy. Studzimy. Jak wyżej. Masło roztapiam w mikrofali razem z pozostałą szklanką mleka. Po prostu wkładam masło do mleka a potem razem do mikrofali. Oszczędność kubków i czasu. Mąkę łączymy z solą. Mleko plus masło plus jajko roztrzepujemy.
- Do mąki dodajemy drożdże oraz mieszankę mleczno-masłowo-jajową:D Zaczynamy proces wyrabiania.
- Najpierw mieszamy delikatnie łopatką/szpatułką/ łyżka drewnianą. Kiedy widzimy że mamy np za mało mleka bo ciasto jest za suche dodajemy mleka ale uwaga! ciepłego, jesli ciasto jest za rzadkie dodajemy mąki. Ogólnie mieszamy, aż wszystkie składniki się nam w miarę połączą. Następnie wykładamy ciasto na blat i zagniatamy rękoma. Dość energicznie. Jeśli zajdzie taka potrzeba podsypujemy mąką ale ja uważam to za ostateczność.Jak dla mnie ciasto ma być mięciutkie i puszyste a nie twarde.
- Wyrobione ciasto przekładamy do miski. Opruszamy mąką. Przykrywamy ściereczką. Odkładamy w cieplutkie miejsce( ja często wkładam do mikrofali lub na kuchence gazowej na której akurat coś mi się pichci:) Odstawiamy na ok 30-40 minut. Może stać więcej. Nawet 2 h. Aczkolwiek mnie nigdy nie chce się czekać tak długo :D.
- Po owym czasie wyciągamy ciasto z miski na blat. Nagrzewamy piekarnik na 180 stopni. Rozwałkowujemy na prostokąt mniej więcej wielkości blaszki do pieczenia.( na ta ilość składników polecam albo tortownicę albo kwadratową niezbyt dużą blaszkę. Wyjdzie ok 9-12 bułeczek.)
- Ciasto posypujemy cukrem oraz cynamonem-szczodrze. Polecam również dodatkowo polać je roztopionym masłem-ok 2 łyżek... będzie to bomba kaloryczna ale jakże pyszna i warta grzechu)
- Kolejnym krokiem jest zawinięcie ciasta w roladę. zwijamy dość ciasno i dokładnie. Nastepnie wałeczek owy kroimy na 9-12 kawałków. Układamy je dość ciasno, ale jednak z odstępami- pamiętamy że ciasto drożdżowe bardzo urośnie; brzuszkami do góry czyli tak żeby było widać na wierzchu ślimaczki/wnętrze roladki.
- Odstawiamy na 5 minut do wyrośnięcia. Smarujemy po wierzchu jajkiem roztrzepanym bądź masełkiem roztopionym. Pieczemy ok 30 minut.:)
- Zajadamy. Ciepłe najlepsze.
- oh dear... prawie bym zapomniała!!! Koniecznie!! Koniecznie trzeba ślimaczki jeszcze gorące polać lukrem: cukier puder plus mleko. Koniecznie....
Etykiety:
ciasteczka
Subskrybuj:
Posty (Atom)


