ostatni dzień mojej rachunkowości...przede mną tylko dwa egzaminy i będę panią księgową...
gdzie te dwa lata umknęły? pamiętam jak zaczynałam tą szkołę, zastanawiałam się co ja najlepszego zrobiłam: wszystkie weekendy w Krakowie, spędzone na nauce; niedzielne wstawanie o 6 rano...! i nawet się nie zorientowałam, że te dwa lata minęły; po raz ostatni opuszczałam mury zespołu szkół na hucie... z pewnym sentymentem chyba... na pewno będę miło wspominać nasze "koleżanki",bo chyba nigdy się nie przestawię by nie mówić do nich per ty; ech... kolejny etap życia za mną;
w sumie to ciężko mi uwierzyć, że to już koniec, że będę mieć weekendy wolne; trudno mi to przełknąć; chyba muszę dostać jakiś dowód-np świadectwo bo inaczej nie uwierzę; ale tęsknić raczej nie będę; po prostu muszę sobie załatwić jakąś pracę na weekend albo inne zajęcie, i będzie ok...
dostrzegam u siebie ostatnio nieumiejętność odpoczywania; dziś np wróciłam ze szkoły...zjadłam obiad... i chciałam sobie odpocząć bo nie widziałam sensu w uczeniu się po całym dniu nauki...ale nie mogłam...no cały czas wydawało mi się, że lepiej jak coś zrobię i miałam wyrzuty sumienia, że nawet myślę o tym, żeby nic nie robić... no i uporządkowałam notatki, zrobiłam porządek na laptopie, umyłam talerze, zrobiłam kartkę imieninową i teraz pisze bloga.... żeby przed 22 nie wziąć się za czytanie książki bo to byłoby marnotrawstwo czasu... sama siebie oszukuję... no bo inaczej tego nazwać nie można; przecież nic pożytecznego nie zrobiłam a mówię że nie umiem odpoczywać... chyba umiem... tylko lubię sobie tłumaczyć, że czynności jakie wykonuję dla odpoczynku, to tak naprawdę są pożyteczne :D
dobrze przynajmniej, że sama przed sobą się do tego przyznaję..ale nikomu o tym ani mru mru...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz