piątek, 21 stycznia 2011

coś we mnie siedzi...i mnie niepokoi; odczuwam to fizycznie; i niestety nie mogę tego rozgryźć; może to zbliżająca się sesja?! a może przeciążenie szczęściem?! oby nie to drugie; już dawno nie czułam się taka szczęśliwa jak ostatnimi dniami, dziś ogromna radochę miałam z zakupów na kleparzu i gotowania zupki.... mniam:)
niby mam wszystko pod kontrolą, ale coś mi się wymyka gdzieś cichaczem chyba; piątek wieczór w krakowie choć nie mam jutro rachunkowości...już nie będę jej mieć... sesja; muszę się pouczyć... taki miałam plan: zostać w krk, wyuczyć się  całego materiału i spokojnie podejść do sesji; ale nie wiem czy jutro nie pojadę do domu; w środku krzyczę;
z innej bajki: czytam sobie właśnie książkę "O człowieku, który chciał być szczęśliwy"; książka baaardzo inspiruje; w sumie to jest książka, którą trzeba przeczytać kilka razy i ja na pewno tak zrobię; wszystko w tej książce jest maksymalnie ciekawe; ostatnio byłam pod wrażeniem placebo; w książce to jest a propos wiary, przekonań ludzkich; byłam w szoku, bo okazuje się, że ludzie naprawdę zdrowieją lecząc się substancją neutralną; były nawet badania nad ludźmi chorymi na raka i Ci którym podawano zamiast chemioterapii własnie placebo do tego stopnia wierzyli w cudowną moc "tabletek" że stracili włosy! a! i największy szok: jedna kobieta chorowała na raka; zrobiono jej czterokrotne badanie, za pierwszym razem i trzecim wynik był pozytywny, za czwartym i drugim negatywny; co się okazało?! kobieta miała rozdwojenie jaźni; jedna jej "część" była chora podczas, gdy druga całkowicie zdrowa! zamiany następowały w trakcie trwania badań;
i pomyśleć, że tak wiele zależy od naszej psychiki, wiary w nasze przekonania; teoretycznie wszyscy możemy być szczęśliwi....
więc dlaczego nie jesteśmy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz