niedziela, 1 maja 2011

gorzko

w środę po raz drugi w mojej karierze prowadziłam zajęcia, na podstawie scenariusza przygotowanego na zajęciach; bardzo się ucieszyłam, że wypadło na mnie, bo pomyślałam, że to dobry sprawdzian dla moich umiejętności; no i pewna forma przełamania swojego strachu przed publicznymi wystąpieniami; i bardzo podobał mi się scenariusz; wydawało mi się, że to dobra zabawa będzie; w ogóle- bardzo się cieszyłam;
jak się okazało niepotrzebnie... prowadziłam te zajęcia z koleżanką; dość wprawioną w pracy z dziećmi i dość, taką, no... energiczną; i właśnie tego aspektu nie brałam pod uwagę; albo inaczej nie myślałam, że może okazać się on problemem; zaczęłyśmy prowadzić zajęcia i już na dzień dobry okazało się, że nie umiem dzieciom czytać... czytam za szybko i niezrozumiale; buuu
poprawiłam się więc, ale już zestresowana brnęłam dalej; koleżanka obok świetnie sobie radziła i niestety to stresowało mnie jeszcze bardziej; kolejny zarzut: moje polecenia są niezrozumiałe dla dzieci(wszystkie komentarze padały ze strony naszej pani profesor), kolejne buuu
ale nic to zaczęły się tańce, krakowiaki, malowanie, pomyślałam, "zbliżamy się do końca, nie było tak źle... " błąd! najgorsze było przede mną; usłyszałam, że jestem sztywna i spięta...a do dzieci trzeba być na luzie; buu po raz trzeci; do końca zajęć pałeczkę przejęła koleżanka;
pozostało mi jedynie robić dobrą minę do złej gry; po skończonych zajęciach odetchnęłam z ulgą...kolejny błąd! dzień nastęny przyniósł kolejne porażki; na forum grupy zostałam oceniona, jako sztywna, mało komunikatywna, smutna... na początku nikt oczywiście nie chciał się wypowiadać... jedna z moich dziewczynek nie mogąc wymyślić nic pozytywnego skomentowała mój żałosny występ stwierdzeniem, że koleżanka z którą prowadziłam zajęcia ma bardziej donośny głos i mnie przyćmiła! nic więcej, tylko tyle! nic godnego uwagi, w ogóle to nie chciała mówić nic na początku, ale później jednak zdobyła się na te kilka słów; powiem szczerze: zabolało, myślałam, że może troszkę litości mi okażą... a tak nasłuchałam się "słodkości" o sobie na forum całej grupy, a dodatkowo poczułam się taka samotna; bez wsparcia ze strony osób, na które liczyłam; po zajęciach jedyny komentarz jaki usłyszałam to pytanie jak się czułam jak mnie oceniali, tak na forum.... osoby, które ledwie znam potrafiły wykrzesać z siebie kilka ciepłych słów...
na pocieszenie pozostają mi jedynie słowa pani prof, iż mam predyspozycje do bycia nauczycielką; ale cóż znaczą predyspozycje.... predyspozycje to coś co nie bardzo zależy odemnie;
ciekawe ile osób pomyślało sobie, że jestem beznadziejna i się nie nadaję do tego co chce robić.... tak bardzo brakuje mi osoby, do której mogłabym pójść i wszystko powiedzieć, wyrzucić z siebie cały smutek tamtego dnia; i przede wszystkim usłyszeć, żebym się nie martwiła, że będę wspaniałą nauczycielką, że na pewno się do tego nadaję i że jedne zajęcia nie są wyrokiem...
a tak czuję się gorsza, i odniosłam wrażenie, że dziewczyny na pewno poradziłyby sobie lepiej, i one też tak myślą; dlatego nie rozmawiałam z nikim tylko pisze tutaj; bo czuję, że jestem dla nich tą gorszą, tą, która skończyła resocjalizację i nie nadaje się do pracy z dziećmi; i która nie zasługuje nawet na to, żeby powiedzieć jej w twarz, co tak naprawdę się o niej myśli.....
where's my kindred spirit?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz