wtorek, 11 października 2011

Neverland

weekend upłynął mi w Nibylandii; razem z Piotrusiem, Wendy i Blaszanym Dzwoneczkiem podróżowałam po świecie wyobraźni; niezwykle miłe wakacje od codzienności zafundowałam sobie czytając "Piotrusia Pana" właśnie; książka, po którą sięgnęłam po raz pierwszy dopiero teraz... no dobra po raz drugi, ale po raz pierwszy po angielsku, więc się nie liczy; bardzo sympatyczna bajka;
ostatnio w ogóle często wracam do bajek; bardzo lubię książki dla dzieci; odkąd po raz pierwszy sięgnęłam po Kubusia Puchatka świat bajek i baśni pochłonął mnie całkowicie; książki dla dzieci to dla mnie forma terapii; warto zafundować sobie taką raz na jakiś czas;
ostatnio czuję się jakoś specjalnie zmotywowana do czytania książek; mam szalony plan czytać minimum jedną książkę tygodniowo; trzymajcie kciuki i ja za siebie też będę trzymać;
uwielbiam takie małe, osobiste wyzwania:) jak sobie coś takiego obiecuję od razu czuję przypływ energii, optymizmu i nadziei; jak na razie mam zapał....zobaczymy czy słomiany; na razie dwa tygodnie minęły i dwie książki rozsmakowane; ten tydzień zaczęłam z panem Cejrowskim; oby tak dalej; powoli wraca mi chęć do ukulturalniania się i do działania;
wracając jeszcze do Piotrusia... jako dziecko znałam jedynie film i bajki telewizyjne; nigdy wcześniej po książkę nie sięgnęłam; wielka szkoda; każde dziecko doceni fantazję autora i magię Nibylandii, gdzie wszystko jest możliwe i gdzie każde dziecko znajdzie miejsce dla siebie; ja znalazłam(chociaż dziecko ze mnie raczej przerośnięte) i nie zamierzam oddawać nikomu miejscówki;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz