wtorek, 15 marca 2011

makaronowy boks;

właśnie skończyłam oglądać film, "Fighter"; bardzo mi się spodobał; jeden z moich ulubieńszych aktorów; a film trzyma w napięciu; chciałabym mieć chociaż połowę takiej kondycji jak główny bohater; świetnie się oglądało mimo że większość scen na ringu oglądałam przez palce;
kiedy film jest dla mnie dobry? po czym poznaje? różnie to bywa; ale dość często wiem, że film jest dobry, gdy na końcu filmu główny bohater jest moją ulubioną postacią i przeżywam jego losy jak kogoś bliskiego mimo, że na początku filmu w ogóle mi się nie podoba, a wręcz mnie odpycha; tak było tu.... początkowo bohater grany przez Wahlberg'a w żaden sposób nie przypadł mi do gustu, ani fizycznie ani osobowościowo...nic; ale jak akcja się rozwijała tak ja zaczęłam lubić pana M.; a do brata się nie przekonałam; chociaż szanuję więzy braterskie;
w podsumowaniu: jest do czego wracać;
z życia: chyba się przećwiczyłam wczoraj na fitnessie albo przedobrzyłam z czerwoną herbatą; podejrzewam to drugie; już dawno nie piłam a od wczoraj serwuję sobie potężne dawki; przystopuj sobie Kasiu; chyba już jestem zmęczona...taaak; chyba tak;
z nowości kulinarnych: rozwijam się! obecnie jestem w fazie makaronów; przeszłam tydzień lasagni; tydzień conchiglioni; i makaron z różnorakimi sosami; i właściwie w tym kierunku się rozwijałam; nie piekłam, nie gotowałam nic poza tym; makarony górą; Włosi są genialni;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz