wczoraj było strasznie; cały dzień spędziłam w mieszkaniu w krakowie; nie wiedziałam co ze sobą zrobić; czytałam, rysowałam, kleiłam i wycinałam; ale myślałam, że z bezczynności oszaleję; jak na złość wszystko było posprzątane dokładnie; zerowe fundusze nie pozwoliły na wycieczkę po sklepach; wolałam nie kusić losu; i czuję, że jestem gorszym człowiekiem po wczorajszym dniu;
ale po dzisiejszym chyba lepszym; zabrałyśmy dzisiaj z moją współwolontariuszką naszych chłopców do kina i do McSyfa :D bardzo ucieszyli się z tego drugiego; z pierwszego- nie wiadomo :D; ale z pierwszego obie panie wolontariuszki były zadowolone ze względu na niezwykle atrakcyjne widoki w osobie pana prowadzącego wykładzik o robotyce :D w ogóle to dziś był dzionek pełen przygód; i na pewno bardzo pozytywny dzięki wszechobecnemu i zaraźliwemu usmiechowi pewnej zgrabniutkiej szatynki;
udało mi się także odwiedzić pannę A. i odbębnić wizytę "na rajskiej";
także zaliczyłam dziś: wolontariat, odwiedziny u dawno nie widzianej koleżanki, łyk pozytywnej energii i całkiem ciekawe widoki; no i oczywiście :sprzątanie;
podsumowanie: bardzo udany dzień :)
i tak oto zaczęłam od minusów a skończyłam na plusach; to się nazywa pozytywne myślenie; jestem z siebie dumna; ale w sumie to tak się dziś naładowałam pozytywną energią, że ciągle się uśmiecham; jednak prawda to z tym uśmiechem; wystarczy jeden, żeby uszczęśliwić, a tyle co ja dziś rozdałam i dostałam... oooooo; starczy na cały miesiąc:D a nie zamierzam zaprzestawać w rozdawaniu;
acha i w końcu poczułam karnawał; bo przecież mamy karnawał, a całkiem o nim zapomniałam...
dobra już nic więcej nie piszę; bo się rozpiszę, a nie ma czasu :) odpływam w błogość;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz