niedziela, 1 kwietnia 2012

chleb

wzięło mnie na całego na pieczenie chleba:D zaczęło się od środowej pizzy z mięciutkim i grubciutkim ciastem drożdżowym; kolejno w czwartek wymłodziłam bułeczki, prawie jak maślane... hmm właściwie to jeszcze przed pizzą pojawiły się racuszki drożdżowe... takie pulchniutkie i złociste, więc to chyba one obudziły mój zapał do eksperymentów z ciastem drożdżowym; tak więc zaczął się ten drożdżowy tydzień, którego kulminacją była sobota, czyli dzień pieczenia chleba;
trzy przepisy, dwa bochenki, 10 bułeczek.... pachniało... smakowało... wyglądało;
jeden z przepisów okazał się strzałem w dziesiątkę i ten zamieszczam poniżej; ciasto bardzo łatwe do zrobienia, w miarę pracochłonne jednak cierpliwości wymagające; znalazłam kilka ciekawych sztuczek jak sprawić, żeby chleb wyszedł prawie, że idealny; w sumie drobnostki, ale robią wielką różnicę;
to może najpierw o nich;
po pierwsze: trzeba czekać.... naprawdę trzeba... ja wiem, że są takie przepisy, które oferują pieczenie chleba w zaledwie kilku ruchach bez czekania, ale chleb prawdziwy, domowy, pachnący, jak wszystko co dobre wymaga cierpliwości i wkładu własnego; dlatego od dziś piekąc chleb cierpliwie czekam... najpierw na rozczyn drożdżowy, potem na zarobione już ciasto i znowu na uformowane ciasto a dalej na upieczenie i efekt końcowy; warto! drożdże potrzebują czasu, żeby zacząć działać... cierpliwość popłaca;
po drugie: zarabianie; sposobem Jamiego Olivera; rozczyn wlewam do mąki i najpierw widelcem łącze wszystkie składniki, delikatnie mieszając od środka, a jak już składniki się połączą delikatnie, rękoma zagniatam ciasto, żeby było elastyczne;
po trzecie: ciepełko musi być! ja jako osoba ciepłolubna rozumiem drożdże doskonale; potrzebują się ogrzać zanim zaczną pracować:) dlatego miska z ciastem zawsze w cieplutkim miejscu(ja nagrzewam piekarnik wcześniej i stawiam miskę na tym piekarniku) przykryte ściereczką; po drugie foremka na chlebek czy bułeczki- czy to keksówka, czy tortownica czy blacha- zawsze wcześniej ogrzane- wkładam do piekarnika na dosłownie kilka minut;
po trzecie- do piekarnika razem z chlebem ląduje filiżanka z wodą; ciasto jest wtedy mięciutkie i ślicznie rumiane a nie przypalone;
dobra.. a teraz gwiazda wieczoru czy tez tygodnia: chleb; miękki, złocisty, piękny i smaczny;
przepis pochodzi z bloga: Just My Delicious

Składniki:
  • 50 g drożdży
  • łyżka cukru
  • 300 ml mleka, podgrzanego
  • 0,5 kg mąki
  • dwie łyżki oliwy/oleju
  • szczypta soli... no cóż więcej niż szczypta...ze dwie
  • jajko rozmącone
Wykonanie:
Mleko, drożdże i cukier do rondelka i na ogień.. podgrzewamy, żeby mleko było ciepłe. Do miski wsypujemy mąkę, oliwę i sól, a następnie dodajemy podgrzane mleko i łączymy składniki: najpierw widelcem a potem krótko zagniatamy rękoma. Ciasto układamy w misce, przykrywamy ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu na ok 30 minut, żeby podwoiło objętość. Po tym czasie zagniatamy je ponownie, formujemy bochenek, wkładamy do formy(wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia) smarujemy rozmąconym jajkiem i czekamy ok 10 minut, żeby ciasto ponownie wyrosło. Po tym czasie wkładamy do piekarnika, nagrzanego do 200 stopni na 35 minut. Razem z blachą do piekarnika wkładamy filiżankę z wodą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz