ostatni weekend był koszmarem; myślałam, że wybuchnę a przynajmniej moje serce; bum bum bum; zdecydowanie chciało wyskoczyć na zewnątrz i zobaczyć świat; nie wiem jak to możliwe, ale byłam tak rozdrażniona, że nawet nie miałam ochoty oglądać filmów!!! cieszę się, że tamten tydzień to rozdział zamknięty;
piszę od niedawna pamiętnik po angielsku; miałam takie postanowienie i się udało, aczkolwiek nie tak po prostu; pewnego dnia(jakże brzydkiego i okropnego) byłam tak przygnębiona i przytłoczona brzydotą świata, że nie mając jak dać upustu złym emocjom zaczęłam pisać po angielsku(zawsze jakoś lubiłam ten język) i popłynęły słowa goryczy i rozżalenia; pomogło! jakoś łatwiej wyrazić mi to co czuję po angielsku; nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że ten język jest bardziej "emocjonalny" niż polski; może to też wynika z faktu iż nikt w domu tego pamiętnika nie przeczyta nawet jakby go znaleźli czy przypadkiem zobaczyli(nie chowam go specjalnie) bo nikt angielskim tak dobrze nie włada; więc pisze absolutnie wszystko i rzeczywiście lepsze to niż blog:) choćbym nie wiem jak się starała nie napiszę tu wszystkiego, są takie rzeczy, których wstydzę się wypowiedzieć po polsku sama przed sobą; a w pamiętniczku, w innym języku.... czemu nie:D
no ale najważniejsze jest w tym wszystkim to, że znalazłam swój sposób na "niepogodę" (a w weekend lało i to nie tylko dosłownie) oprócz DIARY mam jeszcze sprzątnie; zapomniałam o nim troszkę bo przytłoczona swoim Kłapouszeniem olewałam wszystko włącznie z gotowaniem! i sprzątaniem; ale nic to dziś rano wstałam i postanowiłam sobie posprzątać :) zrealizowałam samobójczy plan sprzątania garażu; przeżyłam i jestem z siebie dumna; taka to przyziemna rzecz a jak cieszy to sprzątanie; brakuje mi jednak Krakowa, przynajmniej towarzystwa i zapełnionego czasu; ale póki co daję radę; brnę do przodu i cieszę się z małych szczęść; (tak od dziś)
"Wiesz, Prosiaczku... miłość jest wtedy... kiedy kogoś lubimy... za bardzo." Kubuś P. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz